-
Skansen Kurpiowski w Nowogrodzie – drewniane Kurpie, które ocalił Adam Chętnik.
Są takie miejsca, do których przyjeżdżam dla konkretnego zabytku, a wyjeżdżam z czymś zupełnie innym. Do Nowogrodu przyciągnęła mnie przede wszystkim myśl o skansenie Adama Chętnika. Wiedziałam, że jest duży, że znajduje się tutaj kilkadziesiąt dawnych budynków i że można zobaczyć, jak wyglądała wieś na Kurpiach. Ale dopiero kiedy zaczęłam spacerować pomiędzy drewnianymi chałupami, spichlerzami, wiatrakiem i młynem, pomyślałam, że to właściwie nie jest zwykłe muzeum. To trochę podróż w czasie. Nie taką z efektami specjalnymi, ale znacznie bardziej prawdziwą. Drewniane domy stoją wśród zieleni, ścieżki prowadzą pomiędzy dawnymi zagrodami, a stare przedmioty przypominają o codzienności ludzi, którzy potrafili zrobić niemal wszystko własnymi rękami. I chyba najbardziej podoba mi się…
-
W krainie Olendrów nad Wisłą – Skansen w Wiączeminie Polskim.
Osadnictwo olenderskie na Mazowszu – ślady niezwykłej historii nad Wisłą Podróżując po Mazowszu, szczególnie drogami biegnącymi wzdłuż Wisły, można czasem natknąć się na krajobraz, który wydaje się zupełnie inny niż reszta regionu. Wśród płaskich pól, nadrzecznych łąk i charakterystycznych wierzb pojawiają się stare drewniane domy stojące na niewielkich wzniesieniach. Ich układ, sposób budowy i położenie od razu przyciągają uwagę. Zawsze w takich miejscach pojawia się pytanie: kto mieszkał tutaj przed nami? Kto wyznaczał granice pól, sadził rzędy wierzb i budował swoje domy w miejscu, które przez wieki musiało zmagać się z kaprysami Wisły? Kim byli ludzie, którzy potrafili oswoić podmokłą, często zalewaną ziemię i stworzyć tu swoje małe ojczyzny? Dziś…
-
Muzeum Wsi Radomskiej – wiatraki, drewniane chaty i wieś jak dawniej.
Muzeum Wsi Radomskiej w Radomiu to jedno z tych miejsc, do których nie przyjeżdżam wyłącznie po to, żeby coś zobaczyć. Przyjeżdżam, żeby poczuć wieś. Zapach drewna, stare chałupy, przydrożne kapliczki, sady, pola, wiatraki i młyny. Wszystko to przypomina mi świat, który znam już tylko z opowieści, wspomnień i kilku zachowanych obrazów z dzieciństwa. A tutaj można wejść do tego świata niemal dosłownie. Kilka kilometrów od centrum Radomia rozciąga się ponad 32-hektarowy teren, na którym zgromadzono zabytkową architekturę wsi radomskiej. Są tu chałupy, zagrody, stodoły, spichlerze, wiatraki, młyny, kuźnie, dwory, kościół, kapliczki i przydrożne krzyże. I właśnie to podoba mi się najbardziej. Nie mam wrażenia, że oglądam pojedyncze zabytki ustawione obok…
-
Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej w Wasilkowie – tam, gdzie koń w zebrę się zamienia.
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami… a tak naprawdę zaledwie kilka kilometrów od Białegostoku, znajduje się miejsce, w którym bardzo łatwo zapomnieć o XXI wieku. Wystarczy przekroczyć bramę, żeby znaleźć się w świecie drewnianych chat, krytych strzechą stodół, kolorowych ogródków, starych wiatraków i przedmiotów, które pamiętają zupełnie inne życie. Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej w Wasilkowie to jeden z tych skansenów, w których nie mam ochoty się spieszyć. Lubię takie miejsca. Lubię drewniane domy, stare sprzęty i tę niezwykłą możliwość zajrzenia do świata, którego już właściwie nie ma. A tutaj jest jeszcze coś, co szczególnie przyciąga wzrok – wiatraki. Wiatrak z Rzędzian – strażnik skansenu Na straży tej cudownej krainy stoi…
-
Łęczycka Zagroda Chłopska w Kwiatkówku – podróż do dawnej wsi.
Są takie miejsca, w których wystarczy przekroczyć bramę, żeby na chwilę zapomnieć o telefonie, samochodach i całym tym pośpiechu, który mamy na co dzień. Łęczycka Zagroda Chłopska w Kwiatkówku jest właśnie takim miejscem. Zostawmy więc na chwilę XXI wiek i przenieśmy się do świata drewnianych i glinianych chat, słomianych strzech, wiatraka, studni z żurawiem i życia podporządkowanego rytmowi pór roku. Skansen znajduje się około 2 km od łęczyckiego zamku, w pobliżu słynnej archikolegiaty w Tumie. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam te białe chaty i górujący nad nimi wiatrak, pomyślałam, że to niezwykle malowniczy zakątek. I właśnie za takie miejsca lubię podróżować. Nie tylko po to, żeby coś zobaczyć, ale żeby przez…
-
Zagroda Kurpiowska w Kadzidle – spotkanie z kulturą kurpiowską.
Pokochałam Kurpie od pierwszego wejrzenia. Nie wiem, czy można zakochać się w miejscu od razu, po kilku chałupach, drewnianym płocie, kolorowych wycinankach i zapachu starego drewna. A jednak właśnie tak było w Kadzidle. Lubię skanseny, bo pozwalają mi na chwilę przenieść się do świata, którego już właściwie nie ma. Lubię drewniane domy, stare sprzęty, studnie, kapliczki i kwiaty rosnące przed chałupami. Ale Zagroda Kurpiowska w Kadzidle miała dla mnie coś więcej – tutaj po raz pierwszy naprawdę zainteresowałam się kulturą Kurpiów. To niewielkie muzeum na wolnym powietrzu, ale podczas spaceru po zagrodzie można zobaczyć bardzo wiele: tradycyjne kurpiowskie chałupy, spichlerz, stodołę, warsztaty, olejarnię, studnię z żurawiem i mnóstwo pięknych detali.…
-
Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu – wieś, która pachnie latem.
Środek lata. Na polach złocą się zboża, przed drewnianymi domami kwitną malwy i floksy, a żółte nachyłki, słoneczniki i purpurowe rudbekie przyciągają całe roje pszczół. W powietrzu unosi się słodki zapach lata. I właśnie w takim momencie najlepiej odwiedzić Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. To jedno z tych miejsc, w których bardzo łatwo zapomnieć, że mamy XXI wiek. Wystarczy wejść między drewniane chałupy, spojrzeć na ogródki pełne kwiatów, posłuchać szumu wierzb i nagle człowiek zaczyna zwalniać. Ja właśnie za to najbardziej lubię skanseny. Nie tylko za stare domy, meble czy narzędzia. Lubię je za atmosferę. Za to, że można przez kilka godzin zobaczyć, jak wyglądał świat, w którym życie miało…
-
Święto Matki Boskiej Zielnej w Maurzycach – tradycja, zioła i folklor łowicki
Chyba każda dziewczynka uwielbia pleść wianki. Pamiętam, że jako dziecko najczęściej robiłam je z kwiatów mleczy. Wyglądały cudownie, chociaż strasznie barwiły ręce i później ciężko było je domyć. Kiedy przekwitły mlecze, przychodziła pora na wianki z kwiatów koniczyny i chabrów. 15 sierpnia w Maurzycach znowu poczułam się jak mała dziewczynka. Plotłam wianki, robiłam kwiaty z krepiny i z przyjemnością przenosiłam się w świat, który pamiętam z dzieciństwa. Fajnie jest czasem cofnąć się do czasów naszych dziadków, przypomnieć sobie dawne zwyczaje i zobaczyć, jak wyglądało codzienne życie na polskiej wsi. Mieszkam zaledwie 60 kilometrów od Łowicza, więc wiele przedmiotów, które zobaczyłam w skansenie – meble, naczynia czy kuchenne sprzęty – doskonale…






















