Gozo na Malcie – co zobaczyć? Zwiedzanie wyspy autobusem | Gdzie autobus zawiezie i nogi poniosą – dzień 7
Gozo – wyspa Kalipso i spokojniejsze oblicze Malty
Po sześciu dniach intensywnego zwiedzania Malty poczułam, że potrzebuję trochę zwolnić. Zostawić za sobą gwar Valletty, kamienne uliczki kolejnych miast i zatłoczone autobusy. Tym razem czekała mnie mała ucieczka – na Gozo, wyspę, która według legendy była domem pięknej nimfy Kalipso.
Od samego rana ruszyłam w stronę Ċirkewwy. Najpierw autobus, później prom i nagle Malta została za mną. Przede mną pojawiła się wyspa, która od pierwszych chwil wydała mi się zupełnie inna. Spokojniejsza, bardziej zielona i jakby trochę oderwana od codziennego pośpiechu.
I właśnie tego potrzebowałam.
Gozo – wyspa nimfy Kalipso
Gozo od wieków otacza aura tajemniczości. Według jednej z legend to właśnie ta wyspa była mityczną Ogygią, na której nimfa Kalipso zatrzymała Odyseusza wracającego spod Troi.
W „Odysei” Homera Ogygia przedstawiana jest jako niezwykle piękna, niemal rajska kraina. Kiedy patrzyłam na krajobraz Gozo, zaczęłam rozumieć, skąd mogła wziąć się ta opowieść.
Nie wiem, czy rzeczywiście można tutaj poczuć magię Kalipso, ale Gozo ma w sobie coś wyjątkowego. Jest spokojniejsze od Malty, mniej zatłoczone i zdecydowanie bardziej niespieszne. Mam wrażenie, że czas płynie tutaj trochę inaczej.
Prom na Gozo – sama podróż była częścią przygody
Do portu w Ċirkewwie dotarłam autobusem. Podczas tej podróży, podobnie jak wcześniej na Malcie, korzystałam głównie z komunikacji miejskiej.
Z Mellieħy do portu można dojechać autobusami 41, 42, 101, 221, 222 oraz X1.
Potem czekała mnie przeprawa promem. Promy na Gozo kursują regularnie, mniej więcej co 45 minut, a sama podróż trwa około pół godziny.
Za bilet w obie strony zapłaciłam 4,65 euro jako osoba dorosła. Bilet dla dziecka kosztował 1,15 euro.
Sama przeprawa była dla mnie miłym początkiem tego dnia. Słońce pięknie świeciło, choć wiatr przypominał, że jesteśmy na środku morza. Patrzyłam, jak Malta powoli zostaje za mną, i miałam poczucie, że przede mną naprawdę zaczyna się nowa przygoda.
Skąd właściwie wzięła się nazwa Gozo?
Podczas podróży lubię nie tylko oglądać miejsca, ale też poznawać ich historie. Dlatego zaciekawiła mnie również sama nazwa wyspy.
Prawdopodobnie wywodzi się ona od arabskiego słowa ghawdex, wymawianego mniej więcej „ołdesz”, które oznacza „radość”.
Na przestrzeni wieków Gozo nosiło jednak różne nazwy, zależnie od tego, kto władał wyspą. W czasach panowania Bizancjum używano między innymi określenia Gavdos, które miało oznaczać „okrągły okręt” i nawiązywać do kształtu wyspy widzianej z morza.
Lubię takie drobne historie. Dzięki nim miejsce przestaje być tylko punktem na mapie, a zaczyna mieć własną opowieść.
Gozo – trochę wolniej
Już sama podróż na Gozo była dla mnie zapowiedzią zupełnie innego dnia.
Po kilku dniach intensywnego zwiedzania Malty dobrze było na chwilę zwolnić. Mniej pośpiechu, więcej natury i przestrzeni. Zamiast odhaczania kolejnych punktów na mapie – spokojne patrzenie na krajobraz i ciekawość tego, co znajdę za następnym zakrętem.
I chyba właśnie to najbardziej spodobało mi się w Gozo.
Ta wyspa nie próbuje niczego udowadniać. Po prostu ma swój rytm.
A ja tego dnia postanowiłam na chwilę się do niego dostosować.
Mġarr – moje pierwsze spotkanie z Gozo
Po dopłynięciu na Gozo moje pierwsze kroki skierowałam do Mġarr – portowego miasteczka, które dla wielu podróżnych jest początkiem przygody z wyspą. Już tutaj poczułam, że Gozo ma zupełnie inny charakter niż Malta. Jest spokojniej, mniej tłoczno, a życie wydaje się płynąć trochę wolniej.
Nad portem góruje charakterystyczny kościół Matki Bożej z Lourdes. Jego gotycka bryła wyróżnia się na tle wzgórza Mġarr i rzeczywiście wygląda, jakby była królewską koroną zdobiącą okolicę.
Co ciekawe, powstanie tego miejsca wiąże się nie tylko z wiarą, ale również z podróżnikami. Według przekazów w 1879 roku odwiedzający Gozo zauważyli podobieństwo tutejszych skał do słynnej Groty Massabielle w Lourdes we Francji.
To właśnie tam, 11 lutego 1858 roku, miało dojść do pierwszego objawienia Matki Bożej młodej Bernadetcie Soubirous. W sumie w Lourdes odnotowano 18 objawień Niepokalanej Dziewicy.
Dwadzieścia jeden lat później na skałach wzgórza Mġarr ustawiono figurę Matki Bożej z Lourdes, a niedługo później rozpoczęto budowę kaplicy. Świątynia została ukończona w 1888 roku według projektu maltańskiego architekta Caruany Galizii.
Kaplica Matki Bożej z Lourdes, znana również jako tal-Qortin, została wzniesiona na wzgórzu górującym nad portem. Jej położenie sprawia, że oprócz duchowego znaczenia jest także jednym z piękniejszych punktów widokowych w Mġarr.
Dalej w drogę – kierunek Victoria
Po pierwszym spacerze po Mġarr ruszyłam dalej, chcąc odkrywać kolejne zakątki Gozo. Do Victorii pojechałam autobusem.
Można tam dotrzeć między innymi liniami:
- 301,
- 303,
- 323
Warto wspomnieć, że moja tygodniowa karta autobusowa z Malty obowiązywała również na Gozo, co bardzo ułatwiło mi zwiedzanie wyspy i przemieszczanie się pomiędzy kolejnymi miejscami.
Pierwsze spotkanie z Gozo zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Już sam port pokazał mi, że ta wyspa będzie zupełnie inną opowieścią niż Malta – spokojniejszą, bardziej zieloną i pełną miejsc, które najlepiej odkrywać bez pośpiechu.
I właśnie ten spokojniejszy rytm Gozo zaczynał mi się coraz bardziej podobać.
Kościół św. Franciszka w Victorii – historia ukryta w kamieniu
Spacerując po Victorii, trafiłam również do kościoła św. Franciszka z Asyżu. To jedno z tych miejsc, które z zewnątrz może nie przyciągać takiej uwagi jak największe zabytki Gozo, ale po wejściu od razu można poczuć jego historię.
Początki świątyni sięgają aż 1492 roku. Pierwszy kościół stojący w tym miejscu był poświęcony św. Markowi, jednak w 1535 roku zmieniono jego wezwanie na św. Franciszka z Asyżu. Obecny kościół i przylegający do niego klasztor powstały głównie w XVII wieku, a budowę świątyni ukończono w 1663 roku.
Miejsce to cieszyło się również uznaniem maltańskich władz. W 1742 roku klasztor odwiedził wielki mistrz Antonio Manoel de Vilhena, który zatrzymał się tutaj podczas swojej wizyty na Gozo.
Nie zawsze jednak historia kościoła była spokojna. W grudniu 1890 roku świątynię zamknięto dla wiernych, ponieważ stan sklepienia budził obawy o bezpieczeństwo osób przebywających wewnątrz. Przeprowadzono konieczne prace remontowe – przebudowano między innymi fasadę oraz sufit. Po zakończeniu renowacji kościół ponownie otwarto 16 kwietnia 1893 roku.
Szczególne miejsce w historii świątyni zajmuje Święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, obchodzone każdego roku 8 grudnia. Tradycja tych uroczystości sięga 1663 roku, kiedy przy kościele powstało Bractwo Niepokalanego Poczęcia, którego zadaniem było między innymi przygotowywanie obchodów święta.
W 1698 roku podczas procesji po raz pierwszy wykorzystano drewnianą figurę Matki Bożej przedstawiającą Niepokalane Poczęcie.
To właśnie takie miejsca najbardziej lubię podczas moich podróży – niekoniecznie te najbardziej znane i oblegane przez turystów, ale te, które mają własną historię zapisaną w murach.
Czasami wystarczy zatrzymać się na chwilę, spojrzeć na detale i pozwolić, żeby historia sama zaczęła się opowiadać. I właśnie takie chwile najbardziej zapadają mi w pamięć.

Kościół św. Jakuba w Victorii – ślady dawnych czasów
Spacerując po centrum Victorii, dotarłam na Plac Niepodległości, gdzie znajduje się kościół św. Jakuba. To miejsce łatwo zauważyć podczas zwiedzania miasta, jednak jego obecny wygląd nie zdradza od razu, jak długa i burzliwa jest jego historia.
Dzisiejsza świątynia pochodzi głównie z XX wieku, ale jej najstarsza część – szczególnie okolice sanktuarium – sięga jeszcze XVIII wieku.
Pierwotnie kościół pełnił ważną funkcję dla mieszkańców wschodniej części Gozo. W czasach, gdy na wyspie istniały jedynie dwie główne parafie – św. Jerzego oraz Kolegiata Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, czyli dzisiejsza katedra – świątynia św. Jakuba służyła lokalnej społeczności jako miejsce modlitwy.
Przy pierwotnym kościele znajdowały się również dwie mniejsze kaplice – jedna poświęcona Świętemu Krzyżowi, druga św. Markowi. Informacje o nich zachowały się między innymi w raporcie biskupa Dusiny z 1575 roku.
Historia tego miejsca nie była jednak spokojna. W 1551 roku Gozo zostało zaatakowane przez korsarzy dowodzonych przez Sinama Baxa. Najazd przyniósł ogromne zniszczenia, a kościół św. Jakuba musiał zostać odbudowany.
Przez wiele lat świątynia była również związana z tradycją błogosławienia pól i upraw podczas święta św. Marka. Zwyczaj ten rozpoczął się w 1847 roku i był kultywowany aż do 1968 roku.
Niestety z czasem stan techniczny budynku znacznie się pogorszył. W 1979 roku część kościoła została rozebrana z powodu uszkodzeń konstrukcyjnych, a następnie rozpoczęto jego odbudowę.
Dziś kościół św. Jakuba jest dla mnie kolejnym przykładem tego, jak na Gozo historia przeplata się ze współczesnością. Choć obecna bryła nie jest już tą samą świątynią, którą oglądali dawni mieszkańcy wyspy, to miejsce nadal zachowuje pamięć o wielu pokoleniach, które tutaj przychodziły.
Lubię zatrzymywać się przy takich miejscach i myśleć o tym, ile historii wydarzyło się dokładnie tam, gdzie dziś spokojnie przechodzę jako turystka.
Pjazza Indipendenza – serce Victorii
Po zwiedzaniu kolejnych zakątków Victorii dotarłam na Pjazza Indipendenza, czyli Plac Niepodległości. To właśnie tutaj bije codzienne serce miasta – miejsce spotkań mieszkańców, rozmów przy kawie i zwykłego, codziennego życia Gozo.
Historia tego miejsca sięga jeszcze czasów starożytnych. W czasach rzymskich znajdowało się tutaj forum, czyli centralny punkt życia publicznego miasta. Dziś zamiast rzymskich mieszkańców można spotkać sprzedawców, mieszkańców robiących zakupy i turystów odkrywających uroki Victorii.
Każdego dnia, od około 6:30 do 14:00, na placu odbywa się tradycyjny targ zwany It-Tokk. Sama nazwa oznacza „miejsce spotkań” i bardzo dobrze oddaje charakter tego miejsca.
Spacerując po placu, lubię obserwować to zwyczajne, codzienne życie. Kilka straganów, rozmowy mieszkańców, zapach świeżych produktów i spokojna atmosfera sprawiają, że można na chwilę zapomnieć, że jest się turystką.
To właśnie takie zakątki najbardziej lubię podczas moich podróży. Nie tylko wielkie zabytki i słynne atrakcje, ale również zwykłe place, na których można zobaczyć, jak naprawdę żyją mieszkańcy.
Czasami wystarczy usiąść na chwilę, napić się kawy i po prostu popatrzeć. W takich momentach mam wrażenie, że poznaję miejsce znacznie lepiej niż podczas odhaczania kolejnych atrakcji z przewodnika.
Victoria – stolica Gozo pod opieką cytadeli
Stolicę Gozo można rozpoznać już z daleka. Nad miastem od wieków góruje potężna Cytadela, która niczym kamienny strażnik przypomina o burzliwej historii wyspy.
To właśnie wokół tego wzgórza przez stulecia koncentrowało się życie mieszkańców Gozo. Mury cytadeli miały chronić ludność przed najazdami i pirackimi atakami, a dziś są jednym z najważniejszych miejsc, które warto zobaczyć podczas pobytu na wyspie.
Kiedy spacerowałam uliczkami Victorii, trudno było nie zwracać uwagi na górującą nad miastem Cytadelę. Miałam wrażenie, że jest obecna niemal wszędzie – pojawia się w widoku między budynkami, wyłania się zza kolejnych uliczek i cały czas przypomina, jak długa jest historia tego miejsca.
Victoria czy Rabat?
Obecna nazwa miasta – Victoria – pojawiła się stosunkowo niedawno. W 1897 roku miejscowość otrzymała ją z okazji diamentowego jubileuszu królowej Wiktorii, upamiętniającego 60 lat jej panowania.
Mieszkańcy Gozo jednak nadal bardzo często używają dawnej nazwy Rabat, która przez wieki była związana z tym miejscem.
Spacerując po uliczkach Victorii, można poczuć wyjątkowe połączenie różnych epok – od czasów rzymskich, przez panowanie Arabów i joannitów, aż po współczesne, spokojne życie wyspy.
I chyba właśnie ta mieszanka najbardziej mnie tutaj urzekła. Z jednej strony potężne mury, historia najazdów i dawne fortyfikacje, a z drugiej – spokojne uliczki, kawiarnie i codzienne życie mieszkańców.
Moje spojrzenie na Victorię
Victoria była dla mnie miejscem, w którym najlepiej poczułam charakter Gozo. Trochę surowy, trochę tajemniczy, naznaczony trudną historią, ale jednocześnie niezwykle spokojny i przyjazny.
To miasto nie zachwyca tylko pojedynczymi zabytkami. Jego klimat tworzy całość – kamienne uliczki, stare budynki, górująca nad wszystkim Cytadela i mieszkańcy, którzy po prostu żyją swoim codziennym rytmem.
I właśnie za takie miejsca najbardziej lubię podróżować. Nie tylko po to, żeby zobaczyć, ale przede wszystkim po to, żeby poczuć atmosferę miejsca i choć przez chwilę spojrzeć na nie oczami kogoś, kto naprawdę tutaj mieszka.
Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny – serce Cytadeli w Victorii
W samym sercu Cytadeli znajduje się najważniejsza świątynia Gozo – Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. To jedno z tych miejsc, które od pierwszej chwili robi na mnie wrażenie, nie tylko swoją architekturą, ale również świadomością, jak wiele historii wydarzyło się w tym miejscu.
Katedra została wzniesiona w latach 1697–1711 według projektu jednego z najwybitniejszych maltańskich architektów – Lorenza Gafy. Nie był to jednak pierwszy obiekt sakralny stojący w tym miejscu. Świątynię zbudowano na pozostałościach wcześniejszej średniowiecznej budowli oraz rzymskiej świątyni. Trudno przejść obok tej informacji obojętnie, bo pokazuje, jak długa i bogata jest historia tego wzgórza.
W 1864 roku, kiedy Gozo uzyskało status samodzielnej diecezji, kościół został podniesiony do rangi katedry.
Wnętrze, które potrafi zaskoczyć
Po wejściu do środka od razu zwróciłam uwagę na niezwykłą harmonię wnętrza. Bogate zdobienia, marmury i liczne dzieła sztuki pokazują, jak ogromne znaczenie miała i nadal ma religia dla mieszkańców Gozo.
Najbardziej zaciekawiło mnie jednak sklepienie.
Znajduje się na nim niezwykłe iluzjonistyczne malowidło, które sprawia wrażenie ogromnej kopuły. Tymczasem prawdziwej kopuły tutaj nigdy nie było. Cały efekt przestrzeni został osiągnięty dzięki malarskiej iluzji.
Kiedy patrzyłam w górę, naprawdę trudno było uwierzyć, że to tylko malowidło. To jeden z tych detali, które sprawiają, że podczas zwiedzania warto czasami po prostu zwolnić i dokładnie rozejrzeć się wokół siebie.
Serce Cytadeli
Zwiedzając Cytadelę, trudno ominąć tę świątynię. Dla mnie katedra jest czymś więcej niż tylko pięknym zabytkiem architektury.
To miejsce, w którym bardzo wyraźnie widać połączenie historii, wiary i codziennego życia mieszkańców Gozo. Kolejne pokolenia przychodziły tutaj, modliły się, przeżywały ważne chwile i były świadkami zmieniającej się historii wyspy.
I właśnie takie miejsca najbardziej lubię podczas podróży – kiedy za piękną fasadą i misternymi zdobieniami kryje się opowieść, którą można odkrywać krok po kroku.
Qbajjar – maltańskie saliny nad morzem
Po zwiedzaniu Victorii ruszyłam dalej, żeby odkrywać kolejne zakątki Gozo. Wsiadłam w autobus 301 i pojechałam w kierunku Qbajjar, gdzie czekała na mnie jedna z ciekawszych atrakcji wyspy – tradycyjne saliny.
Już sama droga pokazała mi zupełnie inne oblicze Gozo. Zamiast miejskich uliczek i zabytkowych kościołów pojawiły się otwarte przestrzenie, skaliste wybrzeże i spokojny krajobraz, który idealnie pasuje do charakteru tej wyspy.
Naturalne saliny w Qbajjar
Saliny w Qbajjar to miejsce, gdzie od pokoleń pozyskuje się sól morską. Wykute w wapiennych skałach baseny wypełniają się wodą morską, która pod wpływem słońca i wiatru stopniowo odparowuje, pozostawiając cenne kryształki soli.
To niesamowite, że ta tradycja wciąż jest tutaj żywa. Do dziś w salinach pozyskuje się kilka ton soli rocznie, wykorzystując metody przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Lubię takie miejsca, bo pokazują mi coś więcej niż tylko kolejną atrakcję turystyczną. Można tutaj zobaczyć fragment prawdziwego życia Gozo i tradycji, która mimo upływu lat nadal ma swoje miejsce na wyspie.
Gozo, które zwalnia
Spacerując wzdłuż wybrzeża, miałam wrażenie, że czas na Gozo rzeczywiście płynie wolniej.
Surowe, jasne skały, błękit morza i charakterystyczne białe pola solne tworzyły krajobraz, który trudno pomylić z jakimkolwiek innym miejscem na Malcie.
Stałam przy salinach i patrzyłam na morze, wiatr i geometryczne baseny wykute w skale. Po intensywnym zwiedzaniu Victorii był to dla mnie kolejny moment, kiedy mogłam po prostu zwolnić i chłonąć miejsce bez pośpiechu.
Saliny Qbajjar – sól wydobywana z morza
Saliny w Qbajjar trudno przeoczyć. Rozciągają się wzdłuż skalistego wybrzeża, a ich charakterystyczny wygląd od razu przyciągnął moją uwagę. Dziesiątki niewielkich, kwadratowych basenów wykutych w wapiennych skałach tworzą niezwykły krajobraz, w którym od wieków zachodzi naturalny proces odparowywania wody morskiej.
Maltańskie saliny, nazywane również polami solnymi, są jednym z ciekawszych elementów krajobrazu wyspy. Nie są jednak tylko atrakcją dla turystów. To wciąż działające miejsca pracy, w których wykorzystuje się tradycyjne metody pozyskiwania soli.
Jak powstaje sól?
Sam proces jest prosty, ale wymaga czasu i cierpliwości. Woda morska wpływa do specjalnie przygotowanych zbiorników, gdzie pod wpływem intensywnego słońca i wiatru stopniowo odparowuje.
Na dnie pozostaje warstwa drobnych kryształków soli, które po całkowitym wyschnięciu można zebrać.
Zimą, gdy proces parowania dobiega końca, sól wybierana jest ręcznie za pomocą łopat. Następnie usypuje się ją w charakterystyczne kopce, a później przygotowuje do pakowania i sprzedaży.
Patrząc na te niewielkie baseny, trudno uwierzyć, że tak prosty proces jest częścią tradycji, która przetrwała tutaj przez tak wiele lat.
Tradycja zapisana w krajobrazie
Spacerując między salinami, mogłam zobaczyć, jak mocno mieszkańcy Gozo są związani z morzem. Tutaj morze nie jest tylko pięknym widokiem. Od wieków daje mieszkańcom wyspy pracę i pozwala podtrzymywać tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Co ciekawe, naturalna sól morska zawiera również minerały i mikroelementy występujące w wodzie morskiej, dlatego od lat jest ceniona i wykorzystywana w kuchniach na całym świecie.
Dla mnie Qbajjar było kolejnym miejscem, które pokazało, że Gozo potrafi zachwycać nie tylko zabytkami i pięknymi widokami.
Czasami wystarczy spojrzeć pod nogi, przyjrzeć się skalnym basenom i pomyśleć o tym, jak wiele pokoleń wykonywało tutaj tę samą pracę.
To właśnie takie proste historie zapisane w krajobrazie sprawiają, że podróż staje się dla mnie czymś więcej niż tylko zwiedzaniem.
Bazylika Ta’ Pinu – duchowe serce Gozo
Po wizycie w Qbajjar wróciłam autobusem 310 do Victorii, gdzie przesiadłam się w autobus 308 jadący w stronę jednego z najważniejszych miejsc sakralnych na Gozo – Bazyliki Ta’ Pinu.
Już sama droga do tego miejsca była dla mnie wyjątkowa. Zostawiłam za sobą miejskie uliczki Victorii i ruszyłam przez spokojniejsze, wiejskie krajobrazy wyspy. Gozo po raz kolejny pokazało mi swoje drugie oblicze – ciche, pełne przestrzeni i miejsc, w których historia oraz wiara są obecne niemal na każdym kroku.
Bazylika Ta’ Pinu – miejsce pełne wiary
Bazylika Ta’ Pinu to jedno z najważniejszych sanktuariów na Malcie i wyjątkowe miejsce dla mieszkańców całego archipelagu. Każdego roku przybywają tutaj setki tysięcy pielgrzymów i wiernych z całego świata, którzy modlą się o wstawiennictwo Matki Bożej.
Kiedy zobaczyłam bazylikę po raz pierwszy, od razu zwróciłam uwagę na jej położenie. Świątynia stoi z dala od miejskiego zgiełku, pośród spokojnego krajobrazu Gozo. Jej charakterystyczna sylwetka wyraźnie odcina się od otaczających ją pól i wzgórz.
Wokół było cicho i spokojnie. To jedno z tych miejsc, w których atmosfera daje o sobie znać jeszcze zanim przekroczy się próg świątyni.
Patrząc na bazylikę i otaczający ją krajobraz, pomyślałam, że trudno byłoby znaleźć dla niej bardziej odpowiednie miejsce. Z dala od ruchliwych ulic, pośród gozońskiej przestrzeni, wydaje się jeszcze bardziej wyjątkowa.
Moje spotkanie z Ta’ Pinu
Ta’ Pinu było dla mnie kolejnym dowodem na to, że Gozo to nie tylko piękne widoki, skaliste wybrzeże i zabytkowe uliczki.
To wyspa mocno związana z tradycją, wiarą i historią swoich mieszkańców. I właśnie ta duchowa strona Gozo bardzo mocno wpisała się w moje wspomnienia z tej podróży.
Po intensywnym zwiedzaniu Victorii i Qbajjar dobrze było znaleźć się w miejscu, w którym można na chwilę zwolnić, uciszyć myśli i po prostu pobyć w ciszy.
Ta’ Pinu zostawiło we mnie właśnie takie wrażenie – spokoju, skupienia i niezwykłej więzi pomiędzy miejscem, historią i ludźmi, którzy od pokoleń przychodzą tutaj z własnymi intencjami.
Legenda o objawieniu w Ta’ Pinu – początek niezwykłej historii
Historia Bazyliki Ta’ Pinu związana jest z niezwykłym wydarzeniem, które miało mieć miejsce pod koniec XIX wieku i do dziś przyciąga tutaj tysiące pielgrzymów.
Kiedy poznawałam historię tego miejsca, szczególnie zainteresowała mnie opowieść związana z Karmelą Grimą.
Według przekazów 22 czerwca 1883 roku Karmela Grima, wracając rano ze swojego pola, przechodziła obok niewielkiej kaplicy stojącej w miejscu dzisiejszego sanktuarium. W pewnym momencie miała usłyszeć tajemniczy głos, który poprosił ją, aby weszła do środka.
Karmela odmówiła zwyczajową modlitwę, jednak wtedy – jak głosi historia – głos dobiegający od obrazu Najświętszej Marii Panny poprosił ją o odmówienie jeszcze trzech modlitw „Zdrowaś Mario”.
Niedługo po tym wydarzeniu Karmela poważnie zachorowała i przez rok była przykuta do łóżka. Wtedy postanowiła podzielić się swoją tajemnicą z przyjacielem Francesco Portellim.
Ku jej zaskoczeniu Francesco wyznał, że również miał w tym miejscu usłyszeć tajemniczy głos zachęcający do modlitwy. Opowiedział także o niezwykłym uzdrowieniu swojej matki, które według przekazu miało nastąpić po tych wydarzeniach.
Karmela i Francesco postanowili opowiedzieć o wszystkim biskupowi. Według lokalnych przekazów hierarcha uznał, że głos musiał pochodzić z niebios. Kilka lat później podjęto decyzję o rozbudowie istniejącej kaplicy, dając początek miejscu, które dziś jest jednym z najważniejszych sanktuariów na Malcie.
Historia, legenda i wiara
Kiedy stoję w Ta’ Pinu i znam już tę historię, zupełnie inaczej patrzę na niewielką kaplicę i otaczający ją krajobraz.
Niezależnie od tego, jak ktoś odbiera tę opowieść – jako wydarzenie religijne, legendę czy część lokalnej tradycji – trudno odmówić Ta’ Pinu wyjątkowej atmosfery.
Dla mnie to jedno z tych miejsc, w których historia nie jest tylko datami zapisanymi w przewodniku. Żyje w opowieściach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, w modlitwach pielgrzymów i w pamięci mieszkańców Gozo.
To właśnie połączenie wiary, historii i niezwykłego krajobrazu sprawia, że Ta’ Pinu pozostaje w pamięci na długo.
Wzgórze Għammar – droga krzyżowa z widokiem na Gozo
Tuż obok Bazyliki Ta’ Pinu znajduje się charakterystyczna, wysoka wieża zegarowa, która pełni jednocześnie funkcję dzwonnicy. Jej smukła sylwetka doskonale komponuje się z bryłą świątyni i sprawia, że sanktuarium można dostrzec już z daleka.
Jednak Ta’ Pinu to nie tylko sama bazylika. Postanowiłam podejść również na pobliskie wzgórze Għammar Hill, gdzie znajduje się wyjątkowa droga krzyżowa.
Droga krzyżowa na Għammar Hill
Na zboczu wzgórza rozmieszczono 14 stacji Męki Pańskiej, którym towarzyszą figury naturalnej wielkości.
Kiedy zaczęłam wspinać się ścieżką, szybko przekonałam się, że nie jest to tylko miejsce o religijnym charakterze. Droga prowadzi przez spokojne zbocze, a wraz z każdym kolejnym krokiem otwiera się coraz szerszy widok na Gozo.
Wspinając się coraz wyżej, mogłam podziwiać okoliczne pola, kamienne murki i charakterystyczny, surowy krajobraz wyspy. Z każdym krokiem było coraz ciszej i spokojniej.
W pewnym momencie przestałam myśleć o tym, ile jeszcze zostało do przejścia. Po prostu szłam, zatrzymując się przy kolejnych stacjach i chłonąc widoki.
Sama droga stała się częścią podróży
To miejsce miało w sobie coś niezwykle kojącego. Z dala od miejskiego zgiełku i tłumu mogłam na chwilę zwolnić, odpocząć i po prostu pobyć w ciszy.
Dla mnie był to jeden z tych momentów podczas podróży, kiedy sama droga okazała się równie ważna jak cel.
Stojąc na zboczu Għammar Hill i patrząc na rozciągające się przede mną Gozo, pomyślałam, że właśnie takie chwile najbardziej zapadają mi w pamięć.
Nie potrzeba wielkich atrakcji ani spektakularnych miejsc. Czasami wystarczy spokojna ścieżka, kilka kamiennych figur, wiatr i widok, który pozwala na chwilę zapomnieć o całym świecie.
Gozo po raz kolejny pokazało mi, że jego największym skarbem są nie tylko zabytki, ale również atmosfera i miejsca, które po prostu zachęcają, żeby zwolnić tempo.

Koniec mojej przygody z Gozo
I tak powoli dobiegła końca moja przygoda z Gozo. Luty ma jednak swoje prawa – dni są krótkie, słońce szybko chowa się za horyzontem, a przede mną czekał jeszcze powrót na Maltę.
Miałam w planach jeszcze jedną atrakcję – rejs na Comino, ale tym razem nie udało mi się zrealizować wszystkich zamierzeń.
I wiecie co? Wcale nie byłam tym rozczarowana.
Podróżowanie bez pośpiechu ma swoje uroki. Nie zawsze trzeba zobaczyć wszystko podczas jednej wizyty. Czasami dobrze jest zostawić sobie kilka miejsc na później. Dzięki temu zawsze pozostaje jakiś powód, żeby pewnego dnia wrócić.
Gozo zostaje w pamięci
Gozo zrobiło na mnie ogromne wrażenie. To wyspa zupełnie inna niż Malta – spokojniejsza, bardziej zielona i jakby trochę zatrzymana w czasie.
Zachwyciły mnie małe porty, kamienne uliczki, tradycyjne saliny, niezwykłe sanktuaria, ale przede wszystkim atmosfera tego miejsca. Tutaj naprawdę można poczuć, że życie płynie własnym rytmem.
Wracałam z poczuciem, że jeden dzień to zdecydowanie za mało, żeby naprawdę poznać Gozo. Ta wyspa zasługuje na więcej czasu – na spokojne spacery, odkrywanie ukrytych zakątków, rozmowy przy kawie i chwile, kiedy nie trzeba nigdzie się spieszyć.
Może kiedyś jeszcze tutaj wrócę…
A wtedy Comino i wszystkie miejsca, których tym razem nie zdążyłam zobaczyć, będą czekały na swoją kolej.
I chyba właśnie to lubię w podróżowaniu najbardziej – nie wszystko musi wydarzyć się od razu. Niektóre historie można po prostu odłożyć na później.

FAQ – Gozo: zwiedzanie wyspy, prom, autobusy i najważniejsze atrakcje
Czy warto pojechać na Gozo podczas pobytu na Malcie?
Zdecydowanie tak. Gozo jest zupełnie inne niż główna wyspa Malta – spokojniejsze, bardziej zielone i mniej zatłoczone. To idealne miejsce dla osób, które lubią historię, naturę i podróżowanie bez pośpiechu.
Po mojej wizycie na Gozo mogę powiedzieć, że wyspa naprawdę ma swój wyjątkowy charakter. Jeśli lubisz miejsca, które można odkrywać spokojnie, bez ciągłego pośpiechu, zdecydowanie warto ją odwiedzić.
Czy jeden dzień wystarczy na zwiedzanie Gozo?
Jeden dzień pozwala zobaczyć najważniejsze miejsca, ale moim zdaniem to zdecydowanie za mało, aby dobrze poznać wyspę.
Podczas mojej jednodniowej wizyty udało mi się zobaczyć całkiem sporo, ale wracałam z poczuciem, że Gozo zdecydowanie zasługuje na więcej czasu. Jeśli planujesz również plaże, zatoki i mniejsze miejscowości, najlepiej przeznaczyć na wyspę przynajmniej dwa dni.
Jak dostać się na Gozo z Malty?
Najpopularniejsza trasa prowadzi z północy Malty – z portu Ċirkewwa.
Do portu z Mellieħy można dojechać autobusami nr:
- 41,
- 42,
- 101,
- 221,
- 222,
- X1.
Następnie pozostaje już tylko przeprawa promem na Gozo.
Ile trwa rejs promem na Gozo?
Sama przeprawa trwa około 30 minut. Promy kursują regularnie, zwykle co kilkadziesiąt minut.
Podczas mojej podróży przeprawa była bardzo przyjemnym początkiem dnia. Już z pokładu można poczuć, że zostawia się za sobą bardziej zatłoczoną Maltę i płynie w stronę spokojniejszego Gozo.
Ile kosztuje prom na Gozo?
Podczas mojej podróży bilet w obie strony kosztował:
- około 4,65 euro – osoba dorosła,
- około 1,15 euro – dziecko.
Ceny mogą się zmieniać, dlatego przed podróżą warto sprawdzić aktualny cennik.
Czy karta autobusowa z Malty działa na Gozo?
Tak. Tygodniowa karta komunikacji miejskiej obowiązuje również na Gozo.
Dla mnie było to bardzo wygodne rozwiązanie, ponieważ mogłam zwiedzać wyspę bez wynajmowania samochodu i korzystać z komunikacji miejskiej również podczas przemieszczania się pomiędzy kolejnymi atrakcjami.
Jak poruszać się po Gozo bez samochodu?
Gozo można spokojnie zwiedzać autobusami. Podczas mojej podróży korzystałam między innymi z połączeń:
- 301 – Victoria – okolice Qbajjar,
- 308 – okolice Bazyliki Ta’ Pinu,
- 310 i 323 – lokalne połączenia na wyspie.
Autobusy nie zawsze jeżdżą bardzo często, dlatego warto wcześniej sprawdzić rozkład i zostawić sobie trochę zapasu czasu.
Jeśli planujesz zobaczyć kilka miejsc w ciągu jednego dnia, dobrze jest również uwzględnić czas oczekiwania na kolejny autobus.
Co zobaczyć na Gozo w jeden dzień?
Jeśli masz tylko jeden dzień, warto skupić się na kilku najważniejszych miejscach. Podczas mojej podróży odwiedziłam między innymi:
- Victorię i Cytadelę,
- Katedrę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny,
- Plac Niepodległości i targ It-Tokk,
- saliny w Qbajjar,
- Bazylikę Ta’ Pinu,
- wzgórze Għammar z drogą krzyżową.
To oczywiście tylko część tego, co oferuje Gozo. Wyspa ma znacznie więcej do pokazania.
Czy warto odwiedzić Bazylikę Ta’ Pinu?
Tak. To jedno z najważniejszych miejsc religijnych na Malcie i jednocześnie miejsce o wyjątkowej atmosferze.
Nawet jeśli nie interesujesz się szczególnie architekturą sakralną czy historią religijną, warto tutaj przyjechać ze względu na położenie bazyliki, otaczający ją krajobraz oraz pobliskie wzgórze Għammar.
Na mnie Ta’ Pinu zrobiło duże wrażenie przede wszystkim spokojem i niezwykłą atmosferą tego miejsca.
Czy Gozo jest spokojniejsze niż Malta?
Zdecydowanie tak. Gozo ma wolniejsze tempo życia, jest mniej zabudowane i bardziej zielone. Podczas pobytu miałam wrażenie, że czas płynie tutaj trochę inaczej.
Jeśli Malta momentami wydaje Ci się zbyt intensywna, Gozo może być idealną odskocznią.
Czy warto połączyć Gozo z Comino?
Moim zdaniem najlepiej przeznaczyć na te miejsca osobne dni.
Podczas mojej podróży miałam w planach również rejs na Comino, ale nie udało mi się już go zrealizować. Luty ma swoje prawa – dni są krótsze, a czasu na zwiedzanie jest zdecydowanie mniej.
Dlatego jeśli zależy Ci na spokojnym poznaniu Gozo, nie próbowałabym na siłę łączyć całej wyspy z Comino w jeden dzień. Lepiej zobaczyć trochę mniej, ale bez ciągłego biegania z miejsca na miejsce.
Gozo zdecydowanie zasługuje na własny dzień, a najlepiej na kilka dni.
☕ Podoba Ci się to, co robię?
Jeśli lubisz moje wpisy o Malcie i zaglądanie ze mną w jej mniej oczywiste zakątki, będzie mi ogromnie miło, jeśli postawisz mi wirtualną kawę. ❤️
To właśnie dzięki takiemu wsparciu mogę dalej tworzyć, szukać ciekawych miejsc i dzielić się z Tobą historiami, które kryje ta niezwykła wyspa. 🇲🇹
Dziękuję, że jesteś tutaj i razem ze mną odkrywasz Maltę! ☕💛



