Marsaskala i Vittoriosa (Birgu) na Malcie – co zobaczyć? | Gdzie autobus zawiezie i nogi poniosą – dzień 5
Dwie twarze Malty – spokojna zatoka i miasto rycerzy
Piąty dzień mojej maltańskiej przygody miał pokazać mi dwa zupełnie różne oblicza wyspy i już od samego rana czułam narastającą ekscytację, że czeka mnie coś naprawdę wyjątkowego. Najpierw ruszyłam do spokojnej Marsaskali – dawnej wioski rybackiej położonej nad zatoką, gdzie czas zdaje się nie tylko zwalniać, ale wręcz na chwilę znikać. Spacerując tam, miałam wrażenie, jakbym odcięła się od całego świata – cisza, delikatny szum wody i ten niespieszny, kojący rytm życia sprawiały, że nie chciałam stamtąd odchodzić. Czułam spokój, jakiego dawno nie doświadczyłam, i taką cichą wdzięczność za możliwość bycia w tym miejscu.
Później czekała na mnie Vittoriosa (Birgu) – i już sama myśl o tym miejscu wywoływała we mnie ogromne podekscytowanie, wręcz dziecięcą radość odkrywcy. To jedno z najbardziej klimatycznych miejsc, jakie odkryłam podczas całej podróży, pełne historii zakonu joannitów, wąskich kamiennych uliczek i niezwykłej, niemal magicznej atmosfery. Czułam się tam, jakbym naprawdę przeniosła się w czasie, a każdy kolejny krok tylko potęgował mój zachwyt. Serce biło mi szybciej, kiedy zagłębiałam się w te uliczki, chłonąc każdy detal.
Po kilku dniach zwiedzania Valletty, Mdiny czy Marsaxlokk wiedziałam już, że Malta potrafi naprawdę zaskakiwać i wywoływać emocje, których się nie spodziewałam. Tym razem chciałam zobaczyć nie tylko słynne zabytki, ale również miejsca, gdzie można poczuć prawdziwy, codzienny rytm życia mieszkańców – i właśnie to dawało mi największą radość, ekscytację i poczucie autentycznego odkrywania wyspy, jakbym zaglądała za jej prawdziwą, nieupiększoną kurtynę.

Jak dojechałam do Marsaskali?
Jak zwykle podczas mojej podróży postawiłam na komunikację miejską, choć tym razem towarzyszyło mi już lekkie zmęczenie i ekscytacja jednocześnie. Z Mellieħy pojechałam autobusem nr 41 do Valletty, a następnie przesiadłam się w autobus nr 93 jadący do Marsaskali.
Podróż zajęła mi ponad dwie godziny, ale na Malcie nauczyłam się już, że sama droga potrafi być jedną z najpiękniejszych części całej przygody. Patrzyłam przez okno z zachwytem – mijane miejscowości, codzienne życie mieszkańców i surowe, a jednocześnie piękne krajobrazy sprawiały, że nie mogłam oderwać wzroku. Czułam, jak z każdą minutą coraz bardziej zanurzam się w rytm wyspy, którego nie da się doświadczyć zza szyby samochodu.
Kiedy w końcu dotarłam na miejsce, poczułam prawdziwy zachwyt. Pierwsza myśl była tylko jedna – wow. Stałam przez chwilę w bezruchu, chłonąc wszystko dookoła. Ogromne znaczenie miała oczywiście pogoda – lutowe słońce otulało mnie ciepłem, jakby chciało wynagrodzić każdą minutę podróży. Błękitne niebo było tak intensywne, że aż nierealne, a nawet zwykły spacer nad zatoką zamieniał się w coś absolutnie wyjątkowego, niemal magicznego.

Marsaskala – spokojna zatoka i dawna wioska rybacka
Marsaskala to niewielka miejscowość, która dziś bardziej przypomina letni kurort niż tradycyjną wioskę rybacką. W przeciwieństwie do Marsaxlokk rybołówstwo nie odgrywa już tutaj tak dużej roli, chociaż morska historia nadal jest mocno obecna.
Jeszcze w 1905 roku mieszkały tu zaledwie 53 osoby. Z czasem miejscowość zaczęła się rozwijać, a jej spokojna zatoka przyciągnęła zarówno mieszkańców Malty, jak i turystów.
Sama nazwa Marsaskala ma ciekawe pochodzenie. Według jednej z interpretacji wywodzi się z języka arabskiego i oznacza „Port Sycylijczyków”, co związane jest z dawnymi kontaktami z sycylijskimi rybakami. Maltańska nazwa miejscowości – Wied il-Għajn – oznacza natomiast „Dolinę Wiosny”. Ta druga nazwa zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu, bo idealnie pasuje do spokojnego charakteru tego miejsca.
W lutym Marsaskala była niemal pusta. Spacerując promenadą wzdłuż zatoki, spotykałam tylko pojedynczych turystów. Było cicho, spokojnie i bardzo lokalnie. Trudno było mi uwierzyć, że latem miejsce to zamienia się w pełen życia wakacyjny kurort.
Marsaskala i historie ukryte pod wodą
Ciekawostką jest fakt, że okolice Marsaskali kryją wiele wraków statków. Jednym z ostatnich był grecki tankowiec „Angel Gabriel”, który zatonął 23 września 1969 roku.
Statek osiadł na mieliźnie w rejonie il-Gżira, na granicy Marsaskali. W miejscu tym znajdował się później hotel Jerma Palace, a okolica ta jest jednym z najbardziej wysuniętych na wschód punktów archipelagu maltańskiego.
Historia wraku przyciągnęła wówczas tysiące osób. Dla wielu mieszkańców Malty była to pierwsza okazja, aby odwiedzić spokojną wcześniej Marsaskalę.
W tamtym czasie miejscowość wyglądała zupełnie inaczej – była przede wszystkim małą wioską rybacką i letnim miejscem wypoczynku. Drogi były skromne, a okolica zachowała swój kameralny charakter.

Wieża św. Tomasza – strażnik zatoki
Najbardziej charakterystycznym zabytkiem Marsaskali jest Wieża św. Tomasza. To jedna z wielu wież obserwacyjnych, które powstały na Malcie w czasach zakonu joannitów.
Jej zadaniem była ochrona wybrzeża i ostrzeganie mieszkańców przed nadciągającym zagrożeniem. Dzisiaj jest przede wszystkim ciekawym punktem podczas spaceru nad zatoką i przypomnieniem o burzliwej historii wyspy.
Informacje praktyczne – Marsaskala
Dojazd z Mellieħy: autobusem nr 41 lub 42 do Valletty, a następnie autobusem nr 93 do Marsaskali.
Czas przejazdu: około 2 godziny (w zależności od korków i oczekiwania na przesiadkę).
Najlepszy czas na spacer: rano lub późnym popołudniem, kiedy światło pięknie podkreśla kolory zatoki.
Ile czasu przeznaczyć: około 2–3 godziny na spokojny spacer promenadą i zobaczenie najważniejszych miejsc.
Warto zobaczyć: zatokę, promenadę, Wieżę św. Tomasza i spokojne uliczki miejscowości.
Marsaskala nie zachwyciła mnie wielkimi zabytkami, ale właśnie jej spokojny charakter sprawił, że zapamiętałam ją bardzo dobrze. Było to miejsce, w którym mogłam na chwilę zwolnić przed kolejnym punktem mojej podróży – historyczną Vittoriosą.

Vittoriosa (Birgu) – miasto rycerzy i historia zapisana w kamieniu
Po spokojnym spacerze po Marsaskali wróciłam w stronę Valletty. Do stolicy pojechałam autobusami nr 91, 92 lub 93. Moim kolejnym celem była Vittoriosa, znana również jako Birgu – miejsce, na które bardzo czekałam.
Do Birgu można dojechać z Valletty autobusem nr 3 lub 2. Można również skorzystać z przeprawy promowej przez Wielki Port, która sama w sobie jest ciekawym doświadczeniem.
Już podczas pierwszego spaceru poczułam, że trafiłam do miejsca wyjątkowego. Po spokojnej i nadmorskiej Marsaskali przeniosłam się do miasta pełnego historii, starych murów i uliczek, które pamiętają czasy rycerzy zakonu św. Jana.


Birgu – pierwsza siedziba joannitów na Malcie
Vittoriosa (Birgu) była pierwszą siedzibą joannitów po ich przybyciu na Maltę w 1530 roku. W tamtym czasie półwyspu bronił przede wszystkim Fort św. Anioła (Fort St. Angelo) – potężna twierdza strzegąca wejścia do Wielkiego Portu.
To właśnie tutaj zaczęła się historia zakonu na wyspie. Zanim powstała Valletta, to Birgu było centrum życia politycznego i wojskowego Malty.
Dawna siedziba rycerzy jest uważana za najciekawsze z tak zwanych Trzech Miast – obok Senglei (Isla) i Cospicui (Bormla). Jest również miejscem, które najlepiej zachowało swój historyczny charakter, ponieważ w porównaniu z innymi częściami wyspy ucierpiało znacznie mniej podczas bombardowań II wojny światowej.
Spacerując po Birgu, miałam wrażenie, że historia nie została tu zamknięta w muzeach. Ona nadal jest obecna – w kamiennych murach, starych drzwiach, małych placach i zaułkach, gdzie mieszkańcy wciąż prowadzą swoje codzienne życie.
To właśnie takie miejsca najbardziej lubię odkrywać – nie tylko oglądać, ale przede wszystkim poczuć ich atmosferę.




Pomnik Zwycięstwa w Vittoriosie
Spacerując po uliczkach Vittoriosy, trafiłam również na Pomnik Zwycięstwa – jeden z symbolicznych punktów miasta.
Pomnik został ufundowany na zlecenie wielkiego mistrza Ramona Perellosa y Roccafula w 1705 roku. Przez lata był świadkiem wielu wydarzeń i zmian, jakie zachodziły w Birgu.
Kilka lat temu został starannie odrestaurowany, dzięki czemu odzyskał dawny blask. Prace konserwatorskie spotkały się z dużym uznaniem zarówno wśród mieszkańców Vittoriosy, jak i osób zainteresowanych historią Malty.
Takie miejsca przypominają mi, że w Birgu niemal każdy zakątek ma swoją opowieść. Czasami wystarczy zatrzymać się na chwilę przy małym placu lub pomniku, aby odkryć kolejny fragment niezwykłej historii tego miasta.

Kaplica Matki Bożej z Damaszku – ślad greckiej historii w Birgu
Spacerując po Vittoriosie, odkrywałam nie tylko piękne uliczki i zabytki związane z joannitami. Birgu kryje również historie ludzi, którzy przybyli tutaj z daleka i na zawsze zapisali się w dziejach miasta.
Jednym z takich miejsc jest Kaplica Matki Bożej z Damaszku, będąca częścią Oratorium Świętego Józefa, w którym obecnie mieści się muzeum kolegialne.
Historia tej niewielkiej kaplicy sięga czasów, gdy rycerze zakonu św. Jana zostali zmuszeni do opuszczenia wyspy Rodos. W 1523 roku, po zdobyciu wyspy przez Sulejmana Wspaniałego, wraz z joannitami na siedmioletnią tułaczkę wyruszyli również greccy mieszkańcy Rodos. Zabrali ze sobą najcenniejsze pamiątki, w tym bizantyjskie ikony.
Kiedy w 1530 roku rycerze zakonu przybyli na Maltę i osiedlili się w Birgu, razem z nimi zamieszkała również społeczność greckich uchodźców. To właśnie wtedy przywieźli ze sobą ikonę Matki Bożej z Damaszku, która stała się jednym z najważniejszych symboli ich wiary.
W 1554 roku ikona została umieszczona w kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej przekazanym Grekom przez proboszcza Birgu – Antona Vassallo. Przez kolejne lata kaplica była miejscem modlitwy i spotkań greckiej społeczności miasta.
Kiedy joannici przenieśli swoją siedzibę do nowo wybudowanej Valletty, wielu Greków również opuściło Birgu. W 1587 roku ikona została przeniesiona do nowego kościoła greckiego w stolicy Malty.
Kaplica w Birgu jednak pozostała ważnym miejscem dla lokalnej społeczności. W 1832 roku Bractwo św. Józefa zakupiło dawny kościół Nawiedzenia oraz kaplicę grecką, tworząc z nich oratorium. W odnowionej kaplicy umieszczono kopię słynnej ikony Matki Bożej z Damaszku.
Dzisiaj kaplica nie pełni już regularnych funkcji religijnych i zazwyczaj pozostaje zamknięta dla zwiedzających. Otwierana jest tylko przy wyjątkowych okazjach i podczas świąt. Mimo to pozostaje ważnym elementem historii Birgu – symbolem wielokulturowości Malty i ludzi, którzy na przestrzeni wieków znaleźli tutaj swój nowy dom.
To właśnie takie miejsca najbardziej zachwycają mnie podczas podróży. Nie zawsze są największe i najbardziej widoczne na mapie, ale często kryją historie, których nie znajdę na pierwszych stronach przewodników.

Kościół Świętego Wawrzyńca – pierwsza świątynia joannitów na Malcie
Spacerując po Vittoriosie, nie sposób było mi ominąć jednego z najważniejszych zabytków miasta – kościoła Świętego Wawrzyńca. To właśnie tutaj jeszcze mocniej poczułam, jak wiele warstw historii kryje w sobie Birgu.
Świątynia uznawana jest za pierwszy kościół zakonu joannitów na Malcie, choć jej historia sięga czasów jeszcze wcześniejszych niż przybycie rycerzy na wyspę. Początki budowli datuje się na 1090 rok, a jej powstanie prawdopodobnie związane jest z normandzkim władcą Rogerem I.
Dla joannitów kościół Świętego Wawrzyńca miał ogromne znaczenie. To właśnie w tym miejscu znajdowała się ich pierwsza siedziba religijna po przybyciu na Maltę, zanim powstała Valletta i zanim centrum życia zakonu przeniosło się do nowej stolicy.
Patron świątyni – Święty Wawrzyniec – był rzymskim diakonem i męczennikiem, który według tradycji zginął w 258 roku, spalony na rozżarzonym ruszcie. Scenę jego męczeństwa mogłam podziwiać na obrazie ołtarzowym autorstwa Mattii Pretiego, jednego z najwybitniejszych malarzy działających na Malcie.
Wnętrze kościoła zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Jak wiele miejsc na tej wyspie, również tutaj historia nie jest tylko opowieścią z przewodnika – mogłam ją zobaczyć w kamieniu, dziełach sztuki i atmosferze panującej wewnątrz świątyni.
To właśnie takie miejsca sprawiają, że spacer po Birgu nie jest dla mnie zwykłym zwiedzaniem. Każdy kolejny zakątek odkrywa przede mną fragment niezwykłej historii Malty.

Uliczki Vittoriosy – klimat dawnej Malty
Po zwiedzaniu najważniejszych zabytków Birgu pozwoliłam sobie trochę pobłądzić. To właśnie takie chwile podczas podróży lubię najbardziej – kiedy nie trzeba już odhaczać kolejnych punktów na mapie, tylko można spokojnie iść przed siebie.
Wąskie uliczki Vittoriosy zachwycały mnie na każdym kroku. Stare kamienice z charakterystycznymi fasadami, kolorowe drzwi, kute balkony i drewniane wykusze tworzyły niezwykłą atmosferę tego miejsca.
Mogłam tu spacerować godzinami, zatrzymując się przy kolejnych zaułkach i detalach, które opowiadają historię miasta. Każdy dom wydawał się mieć własną przeszłość, a każda uliczka prowadziła do kolejnego małego odkrycia.
W mojej ocenie Vittoriosa (Birgu) jest najbardziej klimatycznym miastem na Malcie. To miejsce, w którym historia nie została zamknięta za muzealnymi drzwiami – ona nadal żyje w kamiennych murach, spokojnych placach i codziennym życiu mieszkańców.
Spacerując po Birgu, miałam wrażenie, że czas płynie tu trochę wolniej. I chyba właśnie dlatego to miejsce tak bardzo zapadło mi w pamięć.

Podsumowanie dnia – Marsaskala i Vittoriosa (Birgu)
Piąty dzień mojej podróży po Malcie pokazał mi, jak różnorodna potrafi być ta niewielka wyspa. Rano spokojna i leniwa Marsaskala, z promenadą nad zatoką i atmosferą dawnej wioski rybackiej, a później pełna historii Vittoriosa – miasto rycerzy, kamiennych uliczek i niezwykłych opowieści.
To właśnie takie zestawienia najbardziej lubię podczas podróży. Jednego dnia mogłam zobaczyć zupełnie różne oblicza Malty – poczuć morski klimat małej miejscowości, a kilka godzin później spacerować śladami joannitów w jednym z najstarszych miast wyspy.
Birgu szczególnie skradło moje serce. Pośród starych murów, kolorowych drzwi, drewnianych wykuszy i cichych zaułków mogłam poczuć prawdziwego ducha Malty. To nie było tylko zwiedzanie kolejnego zabytku – to było spotkanie z historią, która nadal żyje.
Kolejny raz przekonałam się, że Malta najlepiej odkrywa się bez pośpiechu. Autobus zawiózł mnie w kolejne miejsce, a później wystarczyło zaufać nogom i pozwolić, aby poniosły mnie dalej.
Bo właśnie na tym polega moja podróż po Malcie – gdzie autobus zawiezie i nogi poniosą.

FAQ – Marsaskala i Vittoriosa (Birgu) na Malcie
Czy warto odwiedzić Marsaskalę?
Tak, szczególnie jeśli lubię spokojniejsze miejsca i chcę zobaczyć mniej turystyczną stronę Malty. Marsaskala nie ma tylu zabytków co Valletta czy Mdina, ale zachwyciła mnie nadmorską promenadą, zatoką i lokalnym klimatem.
Czym różni się Marsaskala od Marsaxlokk?
Obie miejscowości mają rybackie korzenie, ale ich charakter jest zupełnie inny. Marsaxlokk zachwyca kolorowymi łodziami luzzu i słynnym targiem rybnym, natomiast Marsaskala jest bardziej spokojna i dziś pełni przede wszystkim funkcję letniego kurortu.
Jak dojechałam do Marsaskali komunikacją miejską?
Z Mellieħy dojechałam autobusem do Valletty, a następnie przesiadłam się w autobus jadący do Marsaskali. Korzystałam z autobusów nr 41 oraz 93. Podróż była dość długa, ale po drodze mogłam zobaczyć wiele miejscowej Malty.
Ile czasu potrzeba na zwiedzanie Marsaskali?
Na spacer promenadą, zobaczenie zatoki i Wieży św. Tomasza warto przeznaczyć około 2–3 godziny. Jeśli chcę spokojnie usiąść przy kawie lub obiedzie nad wodą, warto zostać dłużej.
Czy Vittoriosa (Birgu) jest warta odwiedzenia?
Zdecydowanie tak. Według mnie jest to jedno z najbardziej klimatycznych miejsc na Malcie. Birgu zachwyciło mnie historią joannitów, starymi kamienicami, wąskimi uliczkami i atmosferą dawnego miasta portowego.
Jak dojechałam do Vittoriosy (Birgu)?
Z Valletty można dojechać autobusem nr 3 lub 2. Można również skorzystać z promu przez Wielki Port – sama przeprawa jest ciekawym doświadczeniem i pozwala zobaczyć Vallettę z innej perspektywy.
Ile czasu przeznaczyć na zwiedzanie Birgu?
Na samo Birgu warto przeznaczyć minimum pół dnia. Jeśli chcę spokojnie spacerować uliczkami, odwiedzić kościoły i zobaczyć Fort św. Anioła, najlepiej zaplanować kilka godzin.
Co zobaczyć w Vittoriosie (Birgu)?
Najważniejsze miejsca to:
- Fort św. Anioła,
- kościół św. Wawrzyńca,
- Kaplica Matki Bożej z Damaszku,
- Pomnik Zwycięstwa,
- historyczne uliczki dawnej siedziby joannitów.
Czy Birgu jest częścią Trzech Miast?
Tak. Vittoriosa (Birgu), Senglea (Isla) i Cospicua (Bormla) tworzą tak zwane Trzy Miasta. Birgu jest najstarszym i według wielu osób najbardziej klimatycznym z nich.
Czy Maltę można zwiedzać bez wynajmowania samochodu?
Tak. Podczas mojej podróży korzystałam głównie z komunikacji miejskiej. Autobusy nie zawsze były najszybszym środkiem transportu, ale pozwoliły mi dotrzeć do wielu ciekawych miejsc i zobaczyć codzienne życie mieszkańców.
Co najbardziej zapamiętałam z dnia Marsaskala – Birgu?
Marsaskalę zapamiętałam jako spokojny spacer nad zatoką, a Birgu jako miejsce, w którym historia była obecna na każdym kroku. To właśnie połączenie codzienności i historii sprawiło, że był to jeden z moich ulubionych dni na Malcie.
☕ Podoba Ci się to, co robię?
Jeśli lubisz moje wpisy o Malcie i zaglądanie ze mną w jej mniej oczywiste zakątki, będzie mi ogromnie miło, jeśli postawisz mi wirtualną kawę. ❤️
To właśnie dzięki takiemu wsparciu mogę dalej tworzyć, szukać ciekawych miejsc i dzielić się z Tobą historiami, które kryje ta niezwykła wyspa. 🇲🇹
Dziękuję, że jesteś tutaj i razem ze mną odkrywasz Maltę! ☕💛



