Historie zapisane w kamieniu – Cmentarz Ewangelicko-Augsburski w Warszawie.
Na Cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim przy ulicy Młynarskiej w Warszawie dziś od rana świeciło słońce. Lubię odwiedzać zabytkowe cmentarze jesienią, kiedy liście już zmieniają barwę i szykują się do zimy. Kruchością przypominają ludzkie życie.
Każdy cmentarz ma swojego kota. Tutaj, przy samym wejściu, niedaleko nagrobka „Matki Sierot”, śpi zwinięty w kulkę czarny kot. Na szyi ma czerwoną obróżkę. Jest bardzo łaskawy, daje się pogłaskać.
W dzień nawet kruki wydają się mniej przerażające. Nie kraczą, tylko po cichu przeskakują z pomnika na pomnik. Znalazłam ostatnie czerwone róże. Lato małymi krokami odchodzi. Z drzew zaczynają spadać pierwsze kasztany. Zebrałam kilka do torebki.
Lubię takie chwile. Cmentarz nie jest wtedy tylko miejscem pamięci. Staje się trochę parkiem, trochę ogrodem, a trochę księgą, w której zamiast kartek są kamienne nagrobki.


Cmentarz, na którym spotkały się różne wyznania
Cmentarz Ewangelicko-Augsburski przy ulicy Młynarskiej został założony w 1792 roku na gruntach należących do bankiera Karola Schultza, właściciela dóbr Wielka Wola. Autorem planu przestrzennego nekropolii był architekt Szymon Bogumił Zug.
Początkowo cmentarz znajdował się na terenie ograniczonym od zachodu ulicą Młynarską, a od wschodu ulicą Karolkową. W 1822 roku dokupiono kolejne tereny, sięgające aż do cmentarza żydowskiego.
Historia tego miejsca jest niezwykła także dlatego, że przez lata znajdowali tu miejsce spoczynku ludzie różnych wyznań i przekonań. Tolerancyjna postawa ewangelików miała szczególne znaczenie w czasach, gdy Warszawa nie posiadała jeszcze cmentarza komunalnego.
W 1798 roku parafia prawosławna nabyła na terenie cmentarza plac, powiększając go w 1823 roku o kolejny teren grzebalny. W 1840 roku część gruntów odstąpiono gminie mahometańskiej, która założyła tutaj swój pierwszy cmentarzyk w Warszawie.
Na terenie nekropolii znajdują się również mogiły wyznawców Kościoła Metodystycznego, Polskiego Kościoła Katolickiego, adwentystów, Kościoła Ewangelicko-Reformowanego oraz katolików rzymskich. Spoczywali tu także wolnomyśliciele i ateiści.
To chyba jedna z najbardziej niezwykłych cech tego miejsca. Cmentarz, choć ewangelicki, przez swoją historię stał się przestrzenią znacznie szerszą — miejscem, w którym obok siebie spoczęli ludzie różnych religii, poglądów i życiowych dróg.
W 1926 roku pochowano tutaj Iwana Pietrowa, pracownika przedstawicielstwa radzieckiego. Na jego grobie wyryto sierp i młot na tle kuli ziemskiej opromienionej wschodzącym słońcem.
Dzisiaj trudno nie pomyśleć, jak wiele historii spotkało się w jednym miejscu.



Polacy z wyboru
Cmentarze ewangelickie są mi szczególnie bliskie. Lubię ich ciszę, stare drzewa, kamienne anioły i nagrobki, na których można odnaleźć ślady historii Warszawy.
Spoczywają tutaj ludzie, których można nazwać „Polakami z wyboru”. Przybyli do Polski z różnych stron Europy, zakładali rodziny, prowadzili firmy, leczyli ludzi, uczyli, tworzyli sztukę, budowali Warszawę.
Wędrując alejkami, miałam wrażenie, że pod każdym nagrobkiem kryje się opowieść.
Kilka z nich postanowiłam zatrzymać tutaj.

Gustaw Frieman — człowiek, który miał duszę pełną łez, a przecież śpiewał
Gustaw Frieman (1842–1902) był artystą muzykiem i kompozytorem. Urodził się w Lublinie. Pierwsze nauki gry na skrzypcach pobierał u Stanisława Serwaczyńskiego.
Od najmłodszych lat wykazywał ogromne zdolności. W wieku dwudziestu lat rozpoczął studia w Konserwatorium w Paryżu pod kierunkiem Lamberta J. Massarta, u którego kształcił się również Henryk Wieniawski.
Po ukończeniu uczelni z pierwszą lokatą w 1865 roku rozpoczął koncertowe tournée po Europie Zachodniej oraz terenach Cesarstwa Rosyjskiego i Królestwa Polskiego.
Później został wykładowcą klasy skrzypiec warszawskiego Instytutu Muzycznego, a w 1889 roku profesorem, a następnie dyrektorem podobnej uczelni w Odessie.
Skomponował wiele utworów skrzypcowych. Opinie o jego twórczości były różne. Jedni krytycy zarzucali mu brak inwencji, inni podkreślali jego technikę i temperament artystyczny.
Pochowany został w alei 64 nr 1.
Na jego nagrobku umieszczono czterowiersz:
„Bo ciężką rzecz pod wichry się zrywać
I wyłamane pióro nieść do góry,
I mieć na czole znak wieku ponury,
I duszę pełną łez, a przecież śpiewać”.
Czy można lepiej opisać życie artysty?
Patrzę na ten nagrobek i myślę, że czasami kamień potrafi powiedzieć o człowieku więcej niż długa biografia.

Jan Feliks Gebethner — muzyka, książki i sztuka
Jan Feliks Gebethner (1832–1887) był artystą, muzykiem, kolekcjonerem i kupcem.
Ukończył Gimnazjum Realne w Warszawie, a muzyki uczył się u Karola Augusta Freyera. Początkowo pracował jako nauczyciel muzyki.
W 1875 roku otworzył skład fortepianów przy Krakowskim Przedmieściu 15. Jego sklep szybko stał się jednym z ważniejszych salonów muzycznych Warszawy.
„Tygodnik Ilustrowany” wspominał, że właśnie u Gebethnera można było usłyszeć piękną muzykę kameralną. Organizowane przez niego wieczory gromadziły artystów i melomanów, a lokal przy Krakowskim Przedmieściu wypełniał się muzyką.
Gebethner był również kolekcjonerem sztuki. Ze swojej nauczycielskiej pensji zgromadził cenny zbiór polskiego malarstwa. W jego kolekcji znajdowały się między innymi dzieła Aleksandra Gierymskiego i Jana Matejki.
Znaczną część swojej kolekcji przekazał Towarzystwu Zachęty Sztuk Pięknych. Ofiarował również cenny zbiór porcelany Muzeum Przemysłu i Sztuki.
Pomógł także finansowo w powstaniu gmachu warszawskiej Zachęty.
Pochowany został w alei 19 nr 10. Nad jego grobem znajduje się duża rzeźba anioła z piaskowca autorstwa Jana Woydygi.


Otton Hewelke — lekarz, który służył innym
Otton Hewelke (1858–1919) był lekarzem i działaczem społecznym.
Pochodził z rodziny ewangelickiej. Jego ojciec był duchownym parafii ewangelicko-augsburskiej w Pułtusku, a siostra Paulina była działaczką oświatową.
W 1891 roku ukończył studia medyczne w Warszawie. Pracował między innymi w klinice diagnostycznej Uniwersytetu Warszawskiego, szpitalu św. Rocha, Szpitalu Wolskim oraz szpitalu zakaźnym św. Stanisława.
W latach 1909–1919 był wiceprezesem Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego. Publikował również w czasopismach medycznych.
Pochowany został wraz z matką Pauliną w alei A nr 10.

Jan Krystian Ulrich — człowiek, który uczył innych
Jan Krystian Ulrich (1809–1881) był ogrodnikiem.
Po ukończeniu Liceum Warszawskiego odbył praktykę w Ogrodzie Botanicznym pod kierunkiem profesora Michała Szuberta. Później wyjechał za granicę, gdzie zdobywał doświadczenie w Dreźnie, Nymphenburgu, Belgii, Austrii i Holandii.
Po powrocie do Warszawy prowadził wraz z ojcem ogród przy ulicy Ceglanej. Rozwinął hodowlę kwiatów szklarniowych, szczególnie azalii.
W 1876 roku kupił trzydziestomorgową kolonię w Górcach pod Warszawą i założył tam szkółki drzew owocowych i ozdobnych.
Ale w jego historii najbardziej porusza mnie coś innego.
Ulrich organizował czteroletnią naukę dla praktykantów. Młodzi ludzie uczyli się języka polskiego i niemieckiego, historii Polski, botaniki i geografii.
Do 1869 roku wykształcił około stu młodych ogrodników.
Dzisiaj jego grób jest cichy. Trudno jednak nie pomyśleć, że gdzieś w Warszawie i okolicach przez wiele lat rosły drzewa i kwiaty posadzone przez ludzi, których nauczył swojego fachu.

Herman Jung — piwowar i warszawski przemysłowiec
Herman Jung (około 1818–1890) przybył do Warszawy ze Śląska jako czeladnik piwowarski.
Po kilku latach pracy w warszawskich browarach w 1848 roku kupił niewielki browar i rozpoczął własną produkcję piwa.
Później rozwijał kolejne zakłady, między innymi przy ulicy Ogrodowej i placu Aleksandra, dzisiejszym placu Trzech Krzyży.
W 1873 roku powstało Warszawskie Towarzystwo Akcyjne Wyrobu Piwa „Herman Jung”. Był to wówczas jeden z największych producentów piwa w Królestwie Polskim. Firma posiadała składy między innymi w Brześciu, Kowlu, Kijowie i Odessie.
Historia Junga ma również swój nieco zaskakujący epizod.
W jego pogrzebie tłumnie uczestniczyli mieszkańcy Warszawy. Jak pisał „Tygodnik Ilustrowany”, nie wszystkich przyciągnął jednak wyłącznie żal po zmarłym. Koledzy Junga ofiarowali na stypę dwieście antałków piwa.
Dziś w miejscu dawnego gwaru pozostał kamienny grobowiec.
Mauzoleum rodziny Jungów ma formę neoromańską. Zaprojektowali je E. Lilpop i J. Dziekoński, a autorem płaskorzeźby „Chrystus błogosławiący” był Antoni Olesiński.

Jan Bogumił Kazimirus — nazwisko, które było synonimem dobrego piwa
Jan Bogumił Kazimirus (1774–1816) był piwowarem i właścicielem browaru przy ulicy Grzybowskiej.
Jego piwo cieszyło się tak dobrą opinią, że nazwisko Kazimirus stało się niemal synonimem wysokiej jakości trunku.
Po jego śmierci browarem kierowała żona Zuzanna Florentyna. Później przejął go syn Wilhelm, który w 1854 roku sprzedał zakład Hermanowi Jungowi.
Jan Bogumił Kazimirus, jego syn Wilhelm i córka Joanna zostali pochowani w alei 2 nr 22.

Anna Regina Kilemann — historia, której trudno nie pamiętać
Niektóre nagrobki zatrzymują na dłużej.
Tak jest w przypadku płyty nagrobnej Anny Reginy Kilemann, zmarłej w 1793 roku.
Z jej grobem związana jest jedna z najbardziej przejmujących historii na tym cmentarzu.
Według opowieści przytoczonej przez „Kurier Warszawski” w 1893 roku Anna Regina została pochowana w stanie letargu. Następnego dnia grabarz miał usłyszeć z grobu jęki. Po otwarciu trumny okazało się, że kobieta żyła, jednak pomoc przyszła zbyt późno.
Najbardziej tragiczny jest dalszy ciąg tej historii. Kobieta była w ciąży i w chwili śmierci urodziła żywe dziecko.
Istnieje również inna wersja wydarzeń, przekazywana przez starego grabarza. Według niej mąż Anny Reginy nie wierzył w śmierć żony i po pogrzebie sam miał otworzyć jej grób. W trumnie zobaczył ciało kobiety w zmienionej pozycji oraz zwłoki noworodka.
Nie wiemy dzisiaj, która wersja jest prawdziwa.
Pozostał jednak nagrobek.
Na kamiennej płycie ukazano kobietę wyciągającą przez szczelinę rękę, w której trzyma niemowlę. Nad jej głową znajduje się korona, prawdopodobnie symbol męczeńskiej śmierci.
Anna Regina Kilemann pochowana jest w alei 1 nr 19.


Aleksander Landy — lekarz i przyjaciel dzieci
Aleksander Robert Landy (1881–1969) był lekarzem i działaczem społecznym.
Studiował medycynę w Warszawie, ale po udziale w demonstracjach na placu Grzybowskim w 1905 roku został aresztowany. Studia kontynuował w Krakowie, gdzie w 1908 roku uzyskał dyplom Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Podczas I wojny światowej znalazł się w Moskwie. Po rewolucji organizował tam żłobki i domy dziecka, a następnie został dyrektorem Instytutu Pediatrycznego.
Po powrocie do Polski całkowicie poświęcił się walce o zdrowie dzieci.
W okresie międzywojennym działał w Robotniczym Towarzystwie Przyjaciół Dzieci. Organizował placówki kulturalne, oświatowe i zdrowotne dla dzieci z rodzin robotniczych.
Podczas okupacji działał w konspiracji, a w czasie Powstania Warszawskiego opiekował się ludnością cywilną Żoliborza, organizując szpitale i punkty opatrunkowe.
Po wojnie pracował w Instytucie Matki i Dziecka.
Zmarł w 1969 roku. Pochowany został wraz z żoną Romaną w alei 63 nr 93.

Stefan Loth — żołnierz, sportowiec, działacz
Stefan August Loth (1896–1936) był podpułkownikiem Wojska Polskiego, ale również jednym z najbardziej popularnych sportowców Warszawy.
Uczestniczył w walkach o Lwów, w wojnie polsko-bolszewickiej oraz w akcji plebiscytowej na Śląsku, Warmii i Mazurach.
Po wojnie należał do czołowych piłkarzy Warszawy i był cenionym sędzią. Osiągał również sukcesy w tenisie.
W 1936 roku zginął w katastrofie lotniczej nad Zatoką Gdańską pod Orłowem wraz z generałem Gustawem Orlicz-Dreszerem.
Posiadał wiele odznaczeń, między innymi Krzyż Virtuti Militari V klasy, Krzyż Niepodległości i czterokrotnie Krzyż Walecznych.
Jego żoną była Wanda Janina Kwaśniewska — sportsmenka, rekordzistka Polski w biegach krótkich i działaczka klubu „Polonia”.
Stefan Loth i jego żona pochowani zostali w alei F nr 34.

Jan Skwarcow i historia Pałacu Saskiego
Jan Skwarcow (około 1788–1850) był kupcem i asesorem Sądu Apelacyjnego do spraw handlowych.
Prowadził wielobranżowy sklep przy Krakowskim Przedmieściu, a później związany był również z księgarnią i czytelnią.
W 1837 roku kupił od rządu Pałac Saski.
Planował jego przebudowę i rozpisał konkurs architektoniczny. Ostatecznie pałac przebudowano według projektu Adama Idźkowskiego i Henryka Marconiego.
Z dawnego Pałacu Saskiego do dzisiaj zachowały się między innymi trzy arkady — fragment dawnej kolumnady, który znamy jako Grób Nieznanego Żołnierza.
Skwarcow został pochowany w kwaterze prawosławnej.
W 1851 roku poświęcono istniejącą do dziś kaplicę grobową rodziny Skwarcowów, zbudowaną w stylu bizantyjskim.
Jak Skwarcow został pochowany w kwaterze prawosławnej na tutejszym cmentarzu w alei 23 nr 2.

Ludwik Anders — lekarz i fotograf
Ludwik Anders (1854–1920) był lekarzem, ordynatorem kliniki wewnętrznej Uniwersytetu Warszawskiego oraz lekarzem Domu Podrzutków im. ks. Boduena.
Od 1905 roku pełnił funkcję lekarza naczelnego Szpitala Dzieciątka Jezus.
Był członkiem Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego i współredaktorem „Polskiego Przeglądu Pediatrycznego”. Uważany jest za jednego z twórców warszawskiej szkoły pediatrów.
Miał również inną pasję — fotografię. Był prezesem Warszawskiego Towarzystwa Fotograficznego.
Pochowany został w alei 2 nr 20. Na jego grobie znajduje się rzeźba z brązu przedstawiająca kobietę, dłuta B. Jeziorańskiego.


Józef Manzel — rzeźbiarz, który pozostawił po sobie anioły
Józef Manzel (1834–1904) był artystą rzeźbiarzem.
Studiował w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie pod kierunkiem K. Hegla, a później kontynuował naukę w Petersburgu, Florencji i Rzymie.
Po powrocie do Warszawy założył własną pracownię rzeźbiarsko-kamieniarską.
Wykonał wiele nagrobków na Cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim, między innymi anioła opartego o trumnę na grobie rodziny Jaegerów oraz figurę kobiety na grobowcu rodziny Bantkie-Stężyńskiego.
Był członkiem Cesarskiej Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu oraz Akademii Sztuk Pięknych we Florencji.
Jego ojciec Jan również był rzeźbiarzem. Obaj spoczęli tutaj, w alei 16 nr 28.

Włodzimierz Tiunin — artysta, który chciał jeszcze raz wyjechać w plener
Włodzimierz Tiunin (1915–1977) był artystą plastykiem i pedagogiem.
Studiował malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w pracowni profesora Tadeusza Pruszkowskiego.
Brał udział w kampanii wrześniowej 1939 roku, a następnie trafił do obozu jenieckiego.
Po wojnie kontynuował studia i rozpoczął pracę pedagogiczną. Przez wiele lat związany był z Akademią Sztuk Pięknych w Warszawie.
Malował obrazy olejne i akwarele. Fascynował się pejzażem, tworzył sceny rodzajowe, projektował biżuterię artystyczną i interesował się metaloplastyką.
Na rok przed śmiercią spełnił swoje wieloletnie marzenie — zorganizował wystawy indywidualne w Warszawie i Wrocławiu.
U progu 1977 roku, już bardzo chory, miał powiedzieć:
„Oby mi dane było w tym roku być jeszcze na plenerze”.
Nie doczekał tego.
Zmarł w kwietniu 1977 roku.
Został pochowany w alei 27 nr 34.

Adolf Daab — człowiek, który współtworzył Warszawę
Adolf Daab (około 1872–1924) był przemysłowcem i działaczem społecznym.
Był udziałowcem Towarzystwa Akcyjnego Zakładów Przemysłowych Budowlanych „Fr. Martens i A. Daab”.
Firma budowała wiele obiektów przemysłowych, publicznych i prywatnych w Warszawie i na terenie Królestwa Polskiego. Wśród nich znalazł się między innymi Dom Towarowy Braci Jabłkowskich oraz gmach Wyższej Szkoły Handlowej.
Firma Daaba uczestniczyła również w budowie obiektów związanych z warszawską parafią ewangelicko-augsburską.
Adolf Daab był także prezesem Banku Kredytu Hipotecznego i radnym Warszawy.
Przez dwadzieścia lat działał na rzecz warszawskiego zboru ewangelickiego.
Pochowany został w alei 2 nr 10.

Cmentarz, który opowiada
Spacerując alejkami Cmentarza Ewangelicko-Augsburskiego, coraz częściej mam wrażenie, że cmentarze nie są miejscami wyłącznie o śmierci.
Są również o życiu.
O ludziach, którzy kiedyś chodzili tymi samymi ulicami, którymi my chodzimy dzisiaj. O lekarzach, którzy pochylali się nad chorymi. O artystach, którzy próbowali zatrzymać piękno. O przedsiębiorcach, którzy budowali swoje firmy. O nauczycielach, którzy przekazywali wiedzę kolejnym pokoleniom. O żołnierzach, sportowcach, ogrodnikach, muzykach.
A przede wszystkim o zwyczajnych ludzkich historiach.
Kiedy wychodziłam z cmentarza, słońce nadal świeciło. Czarny kot spod nagrobka „Matki Sierot” chyba nawet nie zauważył mojego odejścia. Kruki siedziały wysoko na drzewach, a pod nogami szeleściły pierwsze jesienne liście.
Włożyłam rękę do kieszeni i wyczułam kasztany, które wcześniej zebrałam.
Drobny ślad tego jesiennego spaceru.
Może właśnie dlatego lubię wracać na stare cmentarze. Można tutaj na chwilę zwolnić. Przypomnieć sobie, że wszystko przemija, ale jednocześnie nic nie znika całkowicie, jeśli pozostaje w czyjejś pamięci.
Kamień może się kruszyć, litery mogą blednąć, a drzewa rosnące nad grobami będą kiedyś zupełnie inne.
Pozostają jednak historie.
I dopóki ktoś je czyta, opowiada i pamięta — ci ludzie w pewnym sensie nadal są z nami.
„Cmentarze pełne są ludzi, bez których świat nie mógłby istnieć”.
Informacje praktyczne
Cmentarz Ewangelicko-Augsburski w Warszawie
📍 ul. Młynarska 54/56/58, Warszawa
🌳 To rozległa zabytkowa nekropolia, dlatego na spokojne zwiedzanie warto przeznaczyć co najmniej 1,5–2 godziny.
📷 Warto zabrać aparat — szczególnie jesienią stare drzewa, anioły, kaplice i nagrobki tworzą wyjątkowy klimat.
👟 Najlepiej wybrać wygodne buty. Wiele alejek prowadzi między starymi nagrobkami i drzewami.
🤫 To przede wszystkim miejsce pochówku i pamięci, dlatego podczas zwiedzania warto zachować ciszę i szacunek dla osób odwiedzających groby.
FAQ — Cmentarz Ewangelicko-Augsburski w Warszawie
Czy Cmentarz Ewangelicko-Augsburski można zwiedzać?
Tak. To zabytkowa nekropolia, którą można odwiedzać, pamiętając jednak, że jest to przede wszystkim czynny cmentarz i miejsce pamięci.
Kiedy najlepiej odwiedzić cmentarz?
Moim zdaniem szczególnie pięknie jest tutaj jesienią. Kolorowe liście, stare drzewa i miękkie światło tworzą niezwykłą atmosferę. Warto przyjść również wiosną, kiedy przyroda budzi się do życia.
Czy na cmentarzu znajdują się zabytkowe grobowce?
Tak. Nekropolia jest pełna wartościowych artystycznie nagrobków, kaplic i rzeźb. Można odnaleźć między innymi dzieła warszawskich rzeźbiarzy.
Kogo znanego pochowano na Cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim?
Spoczywa tutaj wiele osób związanych z historią Warszawy, między innymi lekarze, artyści, przemysłowcy, wojskowi, muzycy i działacze społeczni.
Czy cmentarz jest tylko ewangelicki?
Choć został założony przez warszawską parafię ewangelicko-augsburską, jego historia jest znacznie bardziej różnorodna. Przez lata znajdowali tutaj miejsce pochówku przedstawiciele różnych wyznań i osoby o różnych światopoglądach.
Ile czasu przeznaczyć na spacer?
Jeśli chcemy tylko przejść się alejkami i zobaczyć kilka najciekawszych nagrobków, wystarczy około godziny. Jeśli chcemy czytać inskrypcje, szukać konkretnych grobów i poznawać historie pochowanych osób, warto przeznaczyć dwie godziny lub więcej.
Lubisz to, co robię? Będzie mi niezmiernie miło, jeśli wypijemy razem kawę. ☕
*Artykuł został zaktualizowany 30 sierpnia 2026 r. i uzupełniony o dodatkowe informacje.




One Comment
Pingback: