Cud w Zabłudowie – zapomniana historia objawień na Podlasiu.
Na Podlasiu są miejsca, które od pokoleń przyciągają pielgrzymów. Jest majestatyczna Święta Góra Grabarka — najważniejsze prawosławne sanktuarium w regionie. Jest też Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Świętej Wodzie, znane miejsce modlitwy i nadziei. A pomiędzy nimi pozostaje jeszcze Zabłudów — miasto, którego niezwykła historia zdaje się powoli zacierać w pamięci.
O Zabłudowie mówi się dziś niewiele. Nawet mieszkańcy Podlasia często kojarzą nazwę, ale nie zawsze pamiętają, co wydarzyło się tutaj przed laty. Gdy pytam o miejsce związane z cudownym wydarzeniem, część osób odsyła mnie do Grabarki. Tam przecież trzeba pojechać — mówią. Tam są krzyże, pielgrzymki, modlitwa.
Pojechałam więc na Grabarkę.
To miejsce robi wrażenie. Wokół cerkwi stoją tysiące krzyży przyniesionych przez wiernych. Każdy z nich niesie czyjąś historię — prośbę, cierpienie, wdzięczność albo nadzieję. Jedni przychodzą po zdrowie, inni zostawiają swoje troski, jeszcze inni wracają, by podziękować za otrzymaną pomoc.
Przy wejściu czekają stoiska z pamiątkami i lokalnymi produktami. Można kupić drobiazgi związane z miejscem, ale także podlaskie przysmaki. Rozmawiam ze sprzedającymi. Narzekają trochę, że ruch jest mniejszy niż dawniej, że pandemia zatrzymała wielu pielgrzymów.
Patrzę na dziesiątki, setki krzyży. Niektóre mają przy sobie małe krzyżyki zawieszone przez ludzi, którzy chcieli zostawić tu cząstkę swojej historii. Każdy z nich jest niemym świadectwem czyjejś wiary.
Czy coś poczułam? Trudno powiedzieć. Są miejsca, których nie da się opisać jednym słowem. Można zobaczyć tłumy, architekturę, symbole — ale to, co najważniejsze, dzieje się często poza wzrokiem.
Podczas jednej z rozmów słyszę historię żony organisty z kościoła w Jałówce. Opowiada, że modlitwa na Grabarce przyniosła jej zdrowie. Miała poważne problemy z nogami, a dziś mówi, że znów może normalnie chodzić.
Ta opowieść zostaje ze mną. Ale myślę też o innym miejscu — niedaleko stąd. O Zabłudowie, gdzie przed laty wydarzyło się coś, co dla wielu ludzi było znakiem niezwykłym, a dziś niemal zniknęło z powszechnej pamięci.



Nie daje mi jednak spokoju „Cud w Zabłudowie”. Jest w tej historii coś, co każe mi wrócić myślami właśnie tutaj. Jakby niewidoczna nić prowadziła mnie w stronę miejsca, o którym kiedyś mówiły tysiące ludzi, a które dziś pozostaje niemal na uboczu.
Zabłudów leży przy ruchliwej trasie z Białegostoku do Lublina. Wielu podróżnych przejeżdża tędy bez zatrzymania, traktując miasto jedynie jako punkt na mapie. Tymczasem w samym sercu miejscowości, przy dawnym rynku — z którego niewiele już pozostało — stoją obok siebie dwa ważne dla lokalnej historii miejsca: prawosławna Cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny w Zabłudowie oraz kościół pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła.
Dziś życie miasta toczy się spokojnie. Przy kościelnym parkingu stoją niewielkie stoiska z owocami i warzywami. Obok działa niepozorna budka z lodami — miejsce codzienne, zwyczajne, mijane przez mieszkańców w drodze do swoich spraw. Trudno uwierzyć, że niedaleko stąd, kilka dekad temu, rozgrywały się wydarzenia, które przyciągnęły tłumy ludzi z całej Polski.
Współczesny Zabłudów nie przypomina miejsca wielkiego religijnego poruszenia. Nie ma tu tłumów pielgrzymów, kramów z pamiątkami ani znaków wielkiego sanktuarium. Jest cisza, zwykły rytm małego podlaskiego miasta i pamięć, która gdzieś po drodze zaczęła blaknąć.
A jednak właśnie tutaj trzeba szukać śladów tamtej historii.


Zaczynam szukać śladów tamtego wydarzenia. Pytam kobietę przy kramiku z lodami, jak można trafić na miejsce objawień. Patrzy na mnie zaskoczona. Nie wie. Nie jest stąd. Pytam osoby stojące w kolejce, zagaduję miejscowych sklepikarzy. Kilka razy słyszę podobną odpowiedź: nikt nic nie pamięta, nikt nie potrafi wskazać drogi.
Historia, która kiedyś przyciągała tysiące ludzi, dziś wydaje się ukryta przed tymi, którzy mieszkają najbliżej.
Nie poddaję się. Wchodzę do zakładu fryzjerskiego. Młoda dziewczyna próbuje mi pomóc. Mówi, że być może odpowiedź znajdę w sklepie obok, bo pracuje tam ktoś, kto może znać tę historię. Tłumaczy mi, jak dojechać na miejsce.
Ruszam zgodnie ze wskazówkami, ale chyba zapamiętałam coś nie tak. Droga prowadzi mnie nie tam, gdzie powinna. Krążę, szukam charakterystycznego punktu, próbuję odnaleźć właściwy kierunek. Zaczynam czuć zniechęcenie.
A jednak jest we mnie przekonanie, że trzeba tam dotrzeć. Że ta historia nie może pozostać tylko wspomnieniem zapisanym w starych książkach.
Wtedy zauważam starszego mężczyznę koszącego trawę na polu. Zatrzymuję się i pytam o drogę. W przeciwieństwie do wielu napotkanych wcześniej osób dokładnie wie, o jakie miejsce chodzi. Spokojnie tłumaczy, gdzie skręcić i którędy jechać.
Dzięki niemu w końcu trafiam.
Miejsce związane z wydarzeniami nazywanymi „cudem zabłudowskim” znajduje się na łąkach przy drodze prowadzącej do wsi Krynickie. Po prawej stronie drogi, około pięciuset metrów za dawnym kirkutem, można dostrzec znaki prowadzące do kapliczki — ustawione chorągwie wskazują miejsce, które przez lata było celem modlitwy i pielgrzymek.
Dziś droga tutaj jest cicha. Nie prowadzą nią tłumy, nie słychać gwaru pielgrzymów. Pozostały łąki, kapliczka i pamięć o wydarzeniu, które dla wielu ludzi było jednym z najważniejszych doświadczeń ich życia.


Łąka, na której zaczęła się historia
Wszystko zaczęło się w czwartkowy wieczór, 13 maja 1965 roku.
Na łące oddalonej około kilometra od Zabłudowa czternastoletnia Jadwiga Jakubowska zobaczyła niezwykłe zjawisko. Był zachód słońca. Światło przebijało się przez drzewa pobliskiego lasu, kiedy — jak później opowiadała — ujrzała postać unoszącą się wśród promieni.
Dziewczynka była przekonana, że zobaczyła Matkę Boską.
Przerażona pobiegła do domu i opowiedziała wszystko matce, Marii Jakubowskiej. W późniejszych zeznaniach kobieta tak opisywała wygląd postaci, opierając się na relacji córki:
„Była bardzo piękna […]. Ubrana w białą suknię i niebieski płaszcz, na głowie miała koronę. Oczy miała niebieskie. […] Unosiła się w obłoku”.
Według relacji Jadwigi postać miała przekazać wezwanie do modlitwy i nawrócenia. Miała również zapowiedzieć trudne czasy, jeśli ludzie nie zmienią swojego postępowania, oraz obiecać uzdrowienie jej często chorującej matki.
Początkowo rodzice nie byli przekonani do opowieści córki. Ojciec, Zygmunt Jakubowski, zauważył jednak, że dziewczynka była wyraźnie poruszona i przestraszona. Następnego dnia wydarzyło się coś, co dla rodziny stało się pierwszym potwierdzeniem niezwykłości całej historii — Maria Jakubowska stwierdziła, że ustąpiły jej wcześniejsze dolegliwości zdrowotne.
To właśnie wtedy uwierzyła słowom córki.
Postanowiła powiadomić miejscowego proboszcza, księdza Jana Skarżyńskiego. Poszła na plebanię i opowiedziała o wydarzeniu. Kapłan podszedł jednak do sprawy ostrożnie. Nie okazał większego zainteresowania i zalecił, aby zachować wszystko w tajemnicy. Miał również powiedzieć, że jeśli rzeczywiście doszło do objawienia, postać ukaże się ponownie — w tym samym miejscu, choć niekoniecznie wszyscy będą mogli ją zobaczyć.
Kilka dni później, 17 maja, Maria Jakubowska ponownie próbowała zainteresować sprawą duchownych. Tym razem razem z córką udała się do wikariusza, księdza Bronisława Poźniaka. Duchowny nie uznał wydarzenia za cud i skierował kobietę z powrotem do proboszcza. Jednocześnie zapowiedział, że w niedzielę 23 maja uda się z Jadwigą na łąkę, aby samemu sprawdzić, czy nie jest to jedynie złudzenie lub przeżycie wynikające ze stanu zdrowia dziewczynki.
Wieść o planowanej wizycie księdza szybko zaczęła krążyć po Zabłudowie. Mieszkańcy dowiedzieli się, że duchowny ma pojawić się w miejscu objawienia. Ostatecznie jednak 23 maja ksiądz Poźniak nie przybył na łąkę, tłumacząc swoją nieobecność chorobą.
Tymczasem wydarzenia zaczęły nabierać tempa.
Coraz więcej świadków
20 maja, tydzień po pierwszym wydarzeniu, Jadwiga Jakubowska ponownie udała się na łąkę. Według jej relacji znów zobaczyła Matkę Boską. Przekaz miał być podobny — wezwanie do modlitwy i nawrócenia. Dziewczynka miała również usłyszeć zapowiedź kolejnego spotkania, które miało nastąpić w niedzielę 23 maja.
Tego dnia na miejsce przybyło około stu osób. Ludzie modlili się, odmawiali różaniec i śpiewali pieśni maryjne. Czekali na wydarzenie, o którym coraz więcej osób mówiło w okolicy.
O zachodzie słońca Jadwiga ponownie miała zobaczyć postać, którą utożsamiała z Matką Boską. Dla zgromadzonych był to moment ogromnego napięcia i emocji. Nikt poza dziewczynką nie widział samego objawienia, ale część uczestników mówiła później o niezwykłych przeżyciach — o poczuciu obecności czegoś wyjątkowego oraz o niezwykłym zjawisku związanym ze słońcem.
Świadkowie opisywali tzw. „tańczące słońce”. Zygmunt Jakubowski wspominał, że widział wirującą tarczę słoneczną, otoczoną niezwykłymi kolorami:
„Córka klęknęła i powiedziała do ludzi: «Ludzie, klękajcie, Matka Boska przyszła». W tym czasie zobaczyłem, że słońce zaczęło wirować i zbliżyło się do nas”.
Podobne doświadczenia opisywali inni uczestnicy. Albina Drewnowska z Zabłudowa mówiła o niezwykłej grze światła i kolorach, które miały pojawić się na niebie podczas modlitwy.
Dla wielu osób obecnych tego dnia nie był to już tylko opowieść jednej dziewczynki. Stał się wydarzeniem wspólnotowym — doświadczeniem, które każdy interpretował według własnej wiary.
Tysiące ludzi na zabłudowskiej łące
Nadszedł 30 maja — dzień kolejnego zapowiedzianego spotkania.
Był to dzień wyborów, a pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu. Mimo to do Zabłudowa zaczęli przybywać ludzie z różnych stron. Informacje o wydarzeniach przekazywano ustnie, z człowieka na człowieka. Nie było oficjalnych ogłoszeń ani zaproszeń, a jednak na łąkę przybyły tysiące osób.
Szacuje się, że tego popołudnia zgromadziło się tam około pięciu tysięcy ludzi.
Około godziny 17.30 pogoda się zmieniła — zza chmur wyszło słońce. Według relacji świadków Jadwiga ponownie zobaczyła Matkę Boską. Przekaz, który miała usłyszeć, był podobny do wcześniejszych:
„Módlcie się i nawracajcie”.
Dziewczynka powtórzyła te słowa matce, a ta przekazała je zgromadzonym ludziom. Według relacji uczestników miała również powiedzieć:
„Nie gniewajcie się, że milicja was biła. Cud każdy zobaczy w domu, a kto jest chory, to wyzdrowieje”.
Tak jak podczas wcześniejszych spotkań, jedynie Jadwiga twierdziła, że widziała samą postać. Jednak wielu uczestników było przekonanych, że otrzymali własne znaki łaski i duchowego doświadczenia.
Dla jednych był to cud. Dla innych — niezwykłe wydarzenie społeczne i religijne, które na kilka tygodni zmieniło spokojny rytm niewielkiego podlaskiego miasta.
Dziś po tamtych tłumach pozostała cicha łąka, kapliczka i pamięć o wydarzeniach, które w 1965 roku przyciągnęły tysiące ludzi do Zabłudowa.

Cisza zabłudowskiej łąki.
Kiedy w końcu stanęłam na tej łące, zrozumiałam, że nie szukałam jedynie miejsca zaznaczonego na mapie. Szukałam śladu historii, która przed laty poruszyła tysiące ludzi.
Dziś jest tu cicho. Nie ma tłumu pielgrzymów, gwaru rozmów ani zamieszania, które towarzyszyło wydarzeniom z 1965 roku. Jest tylko przestrzeń, niebo, trawy poruszane wiatrem i zwyczajny podlaski krajobraz.
A jednak właśnie tutaj poczułam coś niezwykłego.
Może są miejsca, których nie da się opisać wyłącznie słowami. Miejsca, które przemawiają ciszą, światłem i przyrodą. Cud — dla jednych znak wiary, dla innych tajemnica ludzkiego doświadczenia — nie zawsze musi przychodzić w sposób spektakularny.
Czasem można go dostrzec w drobnych rzeczach: w kolorze kwiatów, w poruszających się źdźbłach trawy, w powietrzu pachnącym latem. W chwili zatrzymania, kiedy człowiek pozwala sobie zobaczyć więcej niż tylko to, co oczywiste.
Może właśnie dlatego ta zapomniana łąka wciąż przyciąga tych, którzy jej szukają.
Bo czasem, żeby coś odnaleźć, trzeba po prostu uwierzyć.

Miejsce, które czeka na pamięć
Wracam myślami do Zabłudowa i do tej niepozornej łąki, która dziś wygląda tak zwyczajnie. Kilka dekad temu stała się miejscem nadziei, modlitwy i wielkich emocji. Przyjeżdżali tu ludzie z różnych stron Polski, szukając odpowiedzi, pocieszenia i znaków, które mogły odmienić ich życie.
Dziś trudno uwierzyć, że po tych samych ścieżkach przechodziły kiedyś tysiące osób. Nie ma już tłumów, nie słychać modlitw wielu głosów, a historia tego miejsca powoli znika z ludzkiej pamięci. Pozostała kapliczka, kilka chorągwi i cicha przestrzeń, która każdego dnia wygląda tak, jakby nic niezwykłego nigdy się tutaj nie wydarzyło.
A jednak wystarczy zatrzymać się na chwilę.
Na tej łące poczułam, że nie wszystkie historie potrzebują wielkich pomników. Niektóre trwają w miejscach cichych i skromnych — w zapachu trawy, w szumie drzew, w świetle zachodzącego słońca. Są zapisane nie tylko w dokumentach i książkach, ale również w pamięci ludzi, którzy tutaj byli i którzy zabrali stąd coś ważnego.
Czy był to cud? Każdy odpowie na to pytanie sam.
Dla jednych pozostanie wydarzeniem wiary, dla innych niezwykłym świadectwem ludzkich przeżyć i siły wspólnoty. Ale niezależnie od tego, jak spojrzymy na tamtą historię, jedno jest pewne — przez kilka tygodni w 1965 roku mała podlaska łąka stała się miejscem, o którym mówiła cała okolica, a dla wielu osób była przestrzenią pełną nadziei.
Może warto więc czasem zboczyć z głównej drogi. Zatrzymać się w miejscu, które wydaje się zapomniane. Bo właśnie tam można odnaleźć historie, których nie ma już w pierwszych opowieściach o Podlasiu.
Taką historią jest Zabłudów — cichy świadek wydarzeń, które dla wielu ludzi na zawsze pozostały czymś niezwykłym.
🧭 Informacje praktyczne – miejsce objawień w Zabłudowie
📍 Gdzie znajduje się miejsce objawień?
Miejsce związane z tzw. cudem zabłudowskim znajduje się na łąkach pod Zabłudowem, przy drodze w kierunku wsi Krynickie. Według opisu zamieszczonego w moim wpisie jest to około 500 metrów za kirkutem, po prawej stronie drogi. Z drogi można dostrzec chorągwie znajdujące się przy niewielkiej kapliczce.
🚗 Jak dojechać?
Najwygodniej przyjechać tutaj samochodem. Z centrum Zabłudowa należy kierować się w stronę Krynickich, a następnie wypatrywać miejsca po prawej stronie drogi. Warto pamiętać, że nie jest to typowa atrakcja turystyczna z oznakowanym parkingiem czy rozbudowaną infrastrukturą.
🅿️ Gdzie zaparkować?
Przy miejscu objawień nie ma dużego parkingu turystycznego. Samochód najlepiej pozostawić w miejscu, w którym nie będzie utrudniał przejazdu ani dostępu do okolicznych pól, a ostatni odcinek przejść pieszo.
🙏 Co znajduje się dziś w miejscu objawień?
Dziś znajduje się tutaj drewniany krzyż i niewielka kapliczka, przy której ustawiono ławkę. Niedaleko można odnaleźć również sadzawkę nazywaną „cudownym źródełkiem” oraz kamień, któremu przypisywano ślad stopy Matki Bożej. Miejsce jest nadal odwiedzane i pojawiają się tutaj znicze oraz pamiątki pozostawiane przez wiernych.
⏱️ Ile czasu przeznaczyć?
Na samo miejsce objawień wystarczy około 30–45 minut. Jeśli chcę połączyć tę wizytę ze zwiedzaniem Zabłudowa, warto przeznaczyć na wycieczkę przynajmniej kilka godzin.
📷 Czy warto tu przyjechać?
Tak, ale nie ze względu na liczbę atrakcji. To miejsce warto odwiedzić przede wszystkim dla jego historii i niezwykłej atmosfery. Zabłudowskie wydarzenia z 1965 roku przyciągnęły tysiące pielgrzymów, zarówno katolików, jak i prawosławnych, a historia objawień do dziś pozostaje częścią pamięci mieszkańców.
⚠️ Ważne:
Warto zaznaczyć w tekście, że Kościół katolicki nie uznał wydarzeń w Zabłudowie za objawienie nadprzyrodzone. Dlatego najlepiej pisać o „miejscu tzw. cudu zabłudowskiego” lub „miejscu objawień według relacji świadków”, zamiast przedstawiać objawienie jako oficjalnie potwierdzony cud.
🗺️ Co jeszcze zobaczyć w Zabłudowie?
Jeśli już jestem w Zabłudowie, warto połączyć wizytę w miejscu objawień ze spacerem po miasteczku. Można zobaczyć m.in. kościół pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz prawosławną cerkiew. Historia Zabłudowa jest szczególnie ciekawa właśnie ze względu na jego wielokulturowe i religijne dziedzictwo.
📖 Jeśli chcecie odkrywać Podlasie razem ze mną
Podlasie od lat odkrywam małymi krokami. Szukam miejsc mniej oczywistych, zaglądam do niewielkich wsi, poznaję ich historię, dawne wierzenia i opowieści mieszkańców. Z tej fascynacji Podlasiem powstała również moja książka „Podlasie. Atlas turystyczny”.
To nie jest zwykły przewodnik. W atlasie zebrałam informacje o najciekawszych i najbardziej malowniczych miejscach Podlasia, a także opowieści o historii i dawnych mieszkańcach regionu. Są tu również praktyczne wskazówki, propozycje tras, mapy i fotografie, które mogą przydać się podczas planowania własnych podróży.
„Podlasie. Atlas turystyczny” ukazał się w 2023 roku nakładem Wydawnictwa SBM. Jestem jego autorką. Książka ma 192 strony i została wydana w twardej oprawie.
Jeśli lubicie Podlasie, które pokazuję na blogu — pełne niezwykłych historii, miejsc kultu, legend i śladów dawnych mieszkańców — mam nadzieję, że atlas będzie dla Was inspiracją do kolejnych podróży.
Zobacz „Podlasie. Atlas turystyczny”
✨ Przeczytaj także – odkrywaj ze mną tajemnicze Podlasie!
💙 Podlasie ma wiele historii, o których łatwo zapomnieć. Są tutaj miejsca, do których przyciąga nas piękno, ale są też takie, które intrygują, skłaniają do refleksji i zostają w pamięci na długo. Jeśli zaciekawiła Cię historia „Cudu w Zabłudowie”, zajrzyj także do moich innych opowieści.
⛪ Cerkiew Opieki Matki Bożej w Puchłach – jedna z najpiękniejszych na Podlasiu
Puchły to jedno z tych miejsc, gdzie wiara, legenda i historia splatają się ze sobą. Piękna cerkiew, niezwykła opowieść i niewielka wieś, w której naprawdę można poczuć wyjątkową atmosferę Podlasia. 🌿
🌳 Tam gdzie anioły na trąbach grają – cmentarz katolicki z połowy XIX w. w Wasilkowie
Stary cmentarz, niezwykłe nagrobki i ogromne figury aniołów. To jedno z tych miejsc, gdzie historia przemawia do mnie ciszej, ale chyba właśnie dlatego jeszcze mocniej. ✨
🌙 Wzgórza mają oczy, czyli opowieść o pogańskim Podlasiu
Zanim pojawiły się dzisiejsze świątynie i miejsca kultu, Podlasie żyło własnymi wierzeniami, legendami i opowieściami o niezwykłych miejscach. Jeśli lubisz takie historie, ta opowieść może Cię szczególnie zainteresować.
🎀 Od ręcznika do wstążki, czyli o zwyczaju zdobienia krzyży na Podlasiu
Krzyże, kapliczki, kolorowe wstążki i ręczniki obrzędowe. Czasami to właśnie niewielkie, pozornie nieistotne szczegóły opowiadają najwięcej o historii i wierzeniach mieszkańców Podlasia. 🌸
🙏 Legenda o Królowej Drzew – historia Puszczy Białowieskiej
Podlasie jest pełne legend. Jedne związane są ze świętymi miejscami, inne z lasem, jeszcze inne z ludźmi i wydarzeniami, które przez lata obrastały niezwykłymi opowieściami. 🌳
🏡 „Hecz precz! Stała się rzecz” – wydobyte z kufra pamięci. Najsłynniejsza dziewczynka z Podlasia
Jeśli lubisz historie, które mogłyby zniknąć z pamięci, gdyby ktoś ich nie opowiedział, koniecznie poznaj tę niezwykłą podlaską historię. 💚
🌿 Kraina Otwartych Okiennic – Magiczne Podlasie – zwiedzanie dzień 1
A jeśli masz ochotę zobaczyć jeszcze inne oblicze Podlasia, ruszaj ze mną do Trześcianki, Soc, Puchłów i Ciełuszek. Drewniane domy, cerkwie i historie mieszkańców pokazują, jak niezwykła i różnorodna jest ta kraina. 🌺
✨ Im dłużej poznaję Podlasie, tym bardziej przekonuję się, że jego największe skarby nie zawsze są zaznaczone na mapie.
Czasami trzeba zapytać starszego człowieka przy drodze.
Czasami skręcić w polną drogę.
Czasami poszukać starego krzyża albo kapliczki ukrytej wśród drzew.
A czasami po prostu uwierzyć, że zapomniane miejsce może kryć historię, której nie znajdziemy w żadnym przewodniku. ❤️
Podlasie właśnie za to lubię najbardziej.
Podoba Ci się ten wpis i wspólne odkrywanie Podlasia?
Jeśli moje podróże, historie niezwykłych miejsc i opowieści ludzi, których spotykam po drodze, sprawiają Ci przyjemność, możesz postawić mi wirtualną kawę i wesprzeć moją twórczość. ☕❤️
Dzięki temu mogę dalej ruszać w drogę, odkrywać kolejne zakątki Polski, szukać zapomnianych historii, zaglądać do małych wsi i dzielić się z Wami miejscami, które często znajdują się gdzieś na uboczu głównych turystycznych tras.
Bo właśnie takie miejsca lubię najbardziej.
Ciche.
Trochę zapomniane.
Pełne historii.
I często zaskakujące.
Dziękuję, że jesteście ze mną.
Do zobaczenia na kolejnej podlaskiej ścieżce. ❤️
*Artykuł został zaktualizowany 15 sierpnia 2026 r. i uzupełniony o dodatkowe informacje.




3 komentarze
Damian
Znam to miejsce doskonale ( odwiedzamy okolice kilka razy do roku) ale samej historii objawień nie znałem dokładnie. Mnie również interesuje historia starego, zarośniętego już cmentarza żydowskiego przy tej samej drodze (bliżej Zabłudowia) i patrząc po jego rozmiarach musiała tam mieszkać spora społeczność żydowska.
Pozdrawiam
Damian z Gdańska
Anna
Panie Damianie,
do opisania historii cmentarza w Zabłudowie zbiera się już od dwóch lat. Teraz to mnie Pan zmobilizował.
Pozdrawiam ciepło
Anka
Lucyna
Na temat cmentarza zydowskiego w Zabludowie dowiedzialam sie od osoby zatrudnionej w urzedzie miasta ze jest wlasnoscia i pod opieka gminy zydowskiej w Nowym Yorku. Wiec wszelkie uwagi na temat stanu cmentarza prosze kierowac do gminy zydowskiej w Nowym Yorku (USA).