Wzgórza mają oczy, czyli opowieść o pogańskim Podlasiu
Podlasie to kraina, w której historia miesza się z legendą, a rzeczywistość czasem zdaje się dotykać zaświatów. Wystarczy zjechać z głównej drogi, wejść na niewielkie wzgórze albo zatrzymać się przy starej drewnianej budowli, żeby znaleźć opowieść, która przez pokolenia przekazywana była z ust do ust.
Na Sokólszczyźnie można jeszcze odnaleźć miejsca, w których przeszłość nie zniknęła całkowicie. Są tu tajemnicze cmentarzyska, kamienne stele, stare wiatraki i opowieści o demonach, które kiedyś miały zamieszkiwać pola, lasy i drogi.
Nie wszystko, co o nich słyszymy, możemy dziś potwierdzić. I właśnie to jest w Podlasiu fascynujące najbardziej — gdzie kończy się historia, a zaczyna legenda?
Demony dawnego Podlasia
Zanim na tych ziemiach pojawiło się chrześcijaństwo, świat był pełen istot, których człowiek nie potrafił sobie racjonalnie wytłumaczyć. Choroby, nagła śmierć, burze, susze czy niebezpieczeństwa czyhające na samotnego wędrowca miały swoich niewidzialnych sprawców.
Wśród najbardziej znanych postaci ludowych wierzeń były Południca i Morowa Dziewica.

Południca – demon, który przychodził w samo południe
Południca była jednym z najbardziej znanych demonów słowiańskich. Według ludowych wyobrażeń pojawiała się w najgorętszej porze dnia, kiedy słońce stało wysoko nad polami.
Miała przybierać postać kobiety, czasem opisywanej jako przerażająca istota o żelaznych zębach. Jej ofiarami mogli paść ludzie pracujący w polu w samo południe. Miała ich dusić, okaleczać sierpem, a czasem porywać dzieci.
Za tymi opowieściami mogło kryć się coś znacznie bardziej przyziemnego — udar słoneczny, odwodnienie czy zwyczajne przemęczenie podczas pracy w pełnym słońcu.
Dawny człowiek nie znał jednak mechanizmów tych zjawisk. Potrzebował więc opowieści, która pozwalała je oswoić.
I być może właśnie dlatego Południca przetrwała w ludowej pamięci tak długo.
Morowa Dziewica – kiedy choroba przybierała ludzką postać
Jeszcze bardziej przerażająca była Morowa Dziewica, nazywana również Morową Babą.
Wyobrażano ją sobie jako bardzo chudą kobietę samotnie przemierzającą świat. Spotkanie z nią nie wróżyło niczego dobrego. Miała przynosić choroby i śmierć.
Legenda mówiła, że mieszkańcy, którzy ją spotkali, musieli zanieść ją do wsi. Niedługo później zaczynała się zaraza, a część mieszkańców umierała.
Dzisiaj wiemy, że Morowa Dziewica była ludowym sposobem personifikowania epidemii i chorób zakaźnych.
Ale dla ludzi, którzy nie znali jeszcze przyczyn epidemii, choroba rzeczywiście mogła przychodzić jak ktoś obcy. Nagle. Bez ostrzeżenia. I zabierać całe rodziny.
Strach przed Morową Dziewicą przetrwał zresztą długo po nastaniu chrześcijaństwa.
I właśnie tutaj zaczyna się moja opowieść o pewnym niezwykłym miejscu.

Morowa Baba z Knyszewicz
W Knyszewiczach, na niewielkim pagórku, znajduje się tajemniczy kamienny obiekt.
Na pierwszy rzut oka przypomina krzyż pokutny. Wokół niego można dostrzec kamienie układające się w coś przypominającego krąg.
Najlepiej zobaczyć to miejsce wczesną wiosną, zanim trawa przykryje ziemię. Wtedy układ kamieni jest znacznie bardziej czytelny.
Mieszkańcy nazywają kamienny krzyż „Morową Babą”.
Nazwa sama w sobie brzmi jak początek dobrej podlaskiej legendy.
I rzeczywiście — legenda mówi, że w czasach pogańskich na tym wzgórzu odbywał się kult nagiej kobiety. Kobieta miała zostać zamieniona w kamień i pozostać tutaj do dzisiaj.
Czy naprawdę tak było?
Tego oczywiście nie wiemy.
I właśnie dlatego warto oddzielić miejscową opowieść od tego, co udało się ustalić badaczom.

Krzyż pokutny czy ślad dawnego cmentarzyska?
Kamienny obiekt może przypominać krzyż pokutny. Takie krzyże rzeczywiście występują w Polsce i były związane ze średniowiecznym prawem.
Zwyczaj stawiania ich w ramach pokuty pojawił się w Polsce już w XIII wieku. Morderca, który chciał odkupić swoją winę, musiał nie tylko ufundować krzyż, ale również ponieść inne konsekwencje swojego czynu — między innymi zatroszczyć się o rodzinę zabitego.
Najwięcej krzyży pokutnych zachowało się na Dolnym Śląsku.
W Knyszewiczach mamy jednak do czynienia z czymś znacznie bardziej interesującym.
W rzeczywistości miejsce to związane jest z cmentarzyskiem ze stelami, na którym grzebano przede wszystkim dzieci.
Takie cmentarzyska zakładano często na niewielkich, dobrze widocznych wzgórzach. Były one wyraźnym punktem w krajobrazie i mogły być widoczne z pobliskiej osady.
Czasem teren cmentarzyska oddzielano niewielkim wałem.
Z czasem takie charakterystyczne miejsca stawały się również punktami odniesienia przy wyznaczaniu granic dóbr czy określaniu położenia poszczególnych miejsc.
I nagle tajemniczy kamień z Knyszewicz przestaje być tylko legendarną „Morową Babą”.
Staje się fragmentem znacznie starszej historii tego regionu.
Gdzie kończy się legenda?
To właśnie w takich miejscach najbardziej lubię Podlasie.
Możemy stanąć przy kamiennym krzyżu i słuchać opowieści o pogańskiej kobiecie zamienionej w kamień.
Możemy jednocześnie wiedzieć, że badania archeologiczne wskazują na cmentarzysko.
Jedno nie musi odbierać wartości drugiemu.
Legenda mówi nam bowiem coś bardzo ważnego — jak kolejne pokolenia próbowały zrozumieć miejsce, którego prawdziwej historii już nie znały.

Sokólskie wiatraki – kiedy wiatr miał znaczenie
Z Knyszewicz warto pojechać dalej, do Szczęsnowicz.
To tutaj znajduje się jeden z najlepiej zachowanych sokólskich wiatraków. Nosi imię „Jan”.
Powstał w 1963 roku i konstrukcyjnie przypomina tradycyjnego koźlaka.
Nazwa nie jest przypadkowa.
W koźlaku cała konstrukcja wiatraka opierała się na drewnianym koźle. W niektórych wiatrakach był on dobrze widoczny, dzięki czemu budowla sprawiała wrażenie, jakby stała na jednej nodze.
Albo — jak chciałaby dziecięca wyobraźnia — na kurzej łapce.
I być może właśnie takie konstrukcje były jednym ze źródeł wyobrażeń o bajkowych chatkach Baby Jagi.
Opowieści o Babie Jadze i chatce na kurzej łapce mogły też skutecznie zniechęcać dzieci do zabawy w pobliżu pracującego wiatraka.
Bo wiatrak nie był zabawką.
Był maszyną, która potrafiła zrobić krzywdę.

Młynarz, który rozmawiał z wiatrakiem
Dla dzisiejszego człowieka wiatrak jest przede wszystkim zabytkiem.
Dla dawnego młynarza był miejscem pracy, domem, warsztatem i źródłem utrzymania całej rodziny.
Młynarz musiał znać wiatr.
Wiedzieć, kiedy będzie odpowiedni.
Umieć ustawić skrzydła.
Słyszeć, kiedy coś zaczynało działać nie tak, jak powinno.
Nic więc dziwnego, że ludziom z zewnątrz jego umiejętności mogły wydawać się niemal magiczne.
Młynarz potrafił przecież uruchomić ogromną konstrukcję za pomocą czegoś, czego nie było widać — wiatru.
Musiał też znać swój wiatrak niemal jak człowieka.
Wiedział, kiedy coś mu dolegało, rozpoznawał charakterystyczne dźwięki i potrafił reagować, zanim niewielka usterka przerodziła się w poważny problem.
Z czasem wokół młynarzy zaczęły więc narastać opowieści o ich niezwykłych umiejętnościach.
Ale chyba najbardziej niezwykła była więź pomiędzy gospodarzem a samym wiatrakiem.
Wiatrak jak członek rodziny
Wiatraki pracowały przez cały rok. Nierzadko młynarz spał w ich pobliżu albo bezpośrednio w budynku wiatraka.
Znał go doskonale.
A kiedy wiatrak kończył swój żywot, nie zawsze stawiano w tym samym miejscu nowy.
Bywało, że jeśli wiatrak spłonął, przewrócił się albo został rozebrany, jego miejsce pozostawało puste.
Nie był to zwyczajny budynek.
Był częścią życia rodziny.
Wspominano również zwyczaj, według którego w chwili śmierci młynarza jego trumna miała najpierw podjechać pod wiatrak, a skrzydła ustawiano wówczas na kształt krzyża.
Jeszcze bardziej niezwykła jest opowieść o wigilijnym opłatku.
Gospodarz miał w Wigilię wejść do wiatraka i podzielić się z nim symbolicznie opłatkiem, wrzucając jego kawałek między kamienie młyńskie.
Trudno o lepszy obraz tego, jak mocno człowiek mógł być związany z przedmiotem, który przez całe życie zapewniał mu utrzymanie.
Podlasie od lat jest mi szczególnie bliskie. Lubię wracać tutaj nie tylko dla pięknych krajobrazów, ale przede wszystkim po historie – te zapisane w drewnianych domach, starych wiatrakach, cmentarzyskach, kapliczkach i opowieściach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Z czasem moje podlaskie wędrówki przerodziły się również w książkę – jestem autorką „Podlasie. Atlas turystyczny”. I chyba właśnie takie miejsca jak Sokólszczyzna najbardziej pokazują mi, jak wiele jeszcze zostało tutaj do odkrycia.

Sokólszczyzna, której łatwo nie zauważyć
Kiedy myślimy o Podlasiu, najczęściej przychodzą nam do głowy Puszcza Białowieska, Kruszyniany, drewniane cerkwie, kolorowe wsie i bociany stojące na polach.
Tymczasem Sokólszczyzna ma zupełnie inny rytm.
Jest bardziej surowa.
Trochę tajemnicza.
Pełna miejsc, obok których można przejechać i nawet nie podejrzewać, że kryją historię sprzed setek lat.
Kamienne stele.
Zapomniane cmentarzyska.
Stare wiatraki.
Drewniane kapliczki.
Opowieści o demonach.
Legendy o kobietach zamienionych w kamień.
I ludzie, którzy jeszcze pamiętają historie opowiadane przez swoich dziadków.
To właśnie dlatego uważam, że Sokólszczyzna jest jednym z najbardziej niedocenianych fragmentów Podlasia.
Co warto zobaczyć?
Jeśli zainteresowała Cię ta opowieść, warto zaplanować wycieczkę po okolicy i poszukać śladów dawnego krajobrazu.
Knyszewicze – zajrzyj na wzgórze z tajemniczą „Morową Babą” i zobacz miejsce związane z cmentarzyskiem ze stelami.
Szczęsnowicze – zobacz wiatrak „Jan”, jeden z zachowanych przykładów tradycyjnego budownictwa wiatrakowego na Sokólszczyźnie.
Warto również nie ograniczać się wyłącznie do zaznaczonych na mapie atrakcji. W tej części Podlasia równie interesujące bywają małe wsie, stare drewniane domy, przydrożne krzyże i niewielkie cmentarze.
To region, który najlepiej poznaje się powoli.
Bez odhaczania kolejnych punktów.
Informacje praktyczne
Kiedy jechać?
Jeśli chcesz dobrze zobaczyć układ kamieni przy „Morowej Babie”, dobrym momentem jest wczesna wiosna, zanim roślinność całkowicie przykryje teren.
Ile czasu przeznaczyć?
Na samo odwiedzenie Knyszewicz i Szczęsnowicz wystarczy krótki wyjazd, ale warto potraktować te miejsca jako część większej wycieczki po Sokólszczyźnie.
Czy warto jechać specjalnie?
Tak, szczególnie jeśli lubisz mniej oczywiste Podlasie — miejsca bez tłumów, związane z lokalnymi opowieściami, archeologią i dawnym krajobrazem.
Na co uważać?
To nie są typowe atrakcje turystyczne z rozbudowaną infrastrukturą. Warto zachować ostrożność, szanować miejsca pochówku i nie przemieszczać ani nie zabierać kamieni czy innych elementów znajdujących się na stanowiskach archeologicznych.
Podsumowanie
Podlasie nie musi być magiczne dlatego, że wydarzyło się tutaj coś nadprzyrodzonego.
Czasem wystarczy historia.
Historia o demonie, który miał pojawiać się w samo południe.
O Morowej Dziewicy, która była personifikacją zarazy.
O kamieniu na wzgórzu, który mieszkańcy nazwali Morową Babą.
O cmentarzysku, którego prawdziwego znaczenia przez wieki próbowano się domyślać.
I wreszcie o wiatraku, z którym jego gospodarz dzielił się w Wigilię opłatkiem.
Może właśnie dlatego tak lubię Podlasie.
Nie daje odpowiedzi od razu. Najpierw pokazuje kamień, stare wzgórze, wiatrak albo drewnianą kapliczkę. Dopiero później podsuwa historię. Czasem fakt, czasem legendę. A czasem jedno i drugie jednocześnie.
I chyba właśnie wtedy Podlasie zaczyna mieć oczy.
FAQ – pogańskie Podlasie i Sokólszczyzna
Czy na Podlasiu zachowały się miejsca związane z dawnymi wierzeniami?
Tak. W regionie można znaleźć stanowiska archeologiczne, dawne cmentarzyska, kamienne stele, przydrożne obiekty kultowe oraz miejsca, z którymi związane są lokalne legendy i podania. Nie oznacza to jednak, że każda współczesna legenda jest bezpośrednim dowodem na istnienie dawnego kultu.
Kim była Południca?
Południca to demon znany ze słowiańskich wierzeń ludowych. Łączono ją z upałem, południem i pracą na polu. Jej opowieść prawdopodobnie wiązała się również z realnymi zagrożeniami, takimi jak udar słoneczny czy wyczerpanie.
Kim była Morowa Dziewica?
Morowa Dziewica, nazywana również Morową Babą, była personifikacją zarazy i choroby. W ludowych opowieściach pojawiała się jako tajemnicza kobieta, której spotkanie zapowiadało epidemię.
Gdzie znajduje się „Morowa Baba”?
„Morowa Baba” znajduje się w Knyszewiczach, na niewielkim wzgórzu. Miejsce jest związane z cmentarzyskiem ze stelami.
Czy „Morowa Baba” naprawdę jest pogańskim posągiem?
Nie ma podstaw, aby traktować tę legendę jako potwierdzony fakt historyczny. Opowieść o kobiecie zamienionej w kamień jest lokalnym przekazem. Archeologia wskazuje natomiast na istnienie w tym miejscu cmentarzyska ze stelami.
Gdzie znajduje się wiatrak „Jan”?
Wiatrak „Jan” znajduje się w Szczęsnowiczach na Sokólszczyźnie. Jest przykładem konstrukcji typu koźlak.
Czy warto zwiedzać Sokólszczyznę?
Zdecydowanie tak, szczególnie jeśli szukasz mniej oczywistego Podlasia. To region dla osób, które zamiast tłumów i najbardziej znanych atrakcji wolą małe wsie, drewnianą architekturę, stare cmentarze, wiatraki, lokalne legendy i historie przekazywane z pokolenia na pokolenie.
🌿 Przeczytaj także – odkrywaj ze mną tajemnicze Podlasie!
💚 Podlasie ma swoją drugą, mniej oczywistą twarz.
To nie tylko kolorowe cerkwie, drewniane domy i piękne krajobrazy. To również stare legendy, zapomniane wierzenia, święte wzgórza, kamienie, drzewa i miejsca, o których mieszkańcy od pokoleń opowiadają niezwykłe historie.
Jeśli spodobała Ci się opowieść o pogańskim Podlasiu, zajrzyj także do moich innych historii.
🌳 Legenda o Królowej Drzew – historia Puszczy Białowieskiej
Puszcza Białowieska to miejsce, w którym natura i dawne opowieści tworzą niezwykłą całość. Jeśli lubisz legendy związane z drzewami, lasem i dawnymi wierzeniami, koniecznie zajrzyj tutaj. 🌲
🎀 Od ręcznika do wstążki, czyli o zwyczaju zdobienia krzyży na Podlasiu
Krzyże przy drogach, na rozstajach i przy wiejskich domach są nieodłączną częścią podlaskiego krajobrazu. Ich historia sięga jednak znacznie głębiej, niż może się wydawać. ✝️
🙏 Święta Góra Grabarka – tzw. Wzgórze Pokutników na Podlasiu
Święte wzgórze, tysiące krzyży i miejsce, do którego od pokoleń przybywają pielgrzymi. Grabarka to jedna z najważniejszych opowieści o duchowym Podlasiu. 🌿
⛪ Skit w Odrynkach – prawosławna pustelnia na Podlasiu
Wśród mokradeł, drzew i ciszy znajduje się miejsce, które wydaje się niemal oderwane od współczesnego świata. Odrynki to świetny kolejny przystanek dla tych, którzy szukają tajemniczego Podlasia. 🌲
🌸 Cerkiew Opieki Matki Bożej w Puchłach – jedna z najpiękniejszych na Podlasiu
Puchły to historia cerkwi, cudownego obrazu i legendy przekazywanej przez pokolenia. To właśnie takie opowieści pokazują, jak dawne wierzenia przenikały się z chrześcijaństwem. 🌺
💙 Saki – jedna z najpiękniejszych cerkwi na Podlasiu
Drewniana cerkiew, ikona, stare krzyże i historia mieszkańców. Saki to kolejne miejsce, w którym warto zatrzymać się na chwilę i posłuchać opowieści zapisanych w podlaskim krajobrazie.
🌿 Dubicze Cerkiewne – niebiańska wieś w poszukiwaniu trójlistnej koniczyny
Mała wieś, piękna cerkiew, drewniane domy i niezwykła atmosfera. Dubicze Cerkiewne to kolejny przykład miejsca, gdzie tradycja i dawne opowieści wciąż są obecne.
🌺 Ciełuszki – ciąg dalszy niezwykłej Krainy Otwartych Okiennic
Jeżeli lubisz małe podlaskie wsie, w których czas płynie trochę wolniej, zajrzyj także do Ciełuszek. 🌸
🏡 Soce – wioska z Krainy Otwartych Okiennic, która skrywa w sobie niesamowitą historię
Soce to kolejna historia o miejscu, gdzie za pozornie zwyczajnymi domami i drogami kryje się pamięć wielu pokoleń.
🌈 Kolorowe Podlasie – historie w drewnie zapisane
Drewno, cerkwie, krzyże i stare domy – jeśli chcesz zobaczyć materialne ślady tradycji Podlasia, ta opowieść będzie świetnym uzupełnieniem. 🏡
🌹 Różanystok – Zielona Willa i Matka Boska różami pachnąca
Historia Różanegostoku pokazuje kolejne oblicze miejsc, wokół których przez pokolenia narastały opowieści o wierze, cudach i niezwykłych wydarzeniach.
🕯️ Samogród – tu leżą grzesznicy. Kazimierz i Zuzanna
Tajemniczy nagrobek, stara cerkiew i opowieść, która łączy legendę z historią. Jeśli w „Wzgórzach” zainteresowały Cię miejsca, o których mieszkańcy opowiadają niezwykłe historie, Samogród koniecznie dopisz do swojej listy. ✨
🌿 Szczyty-Dzięciołowo – maleńka wioska wielkich ludzi
Stara figura św. Jana Nepomucena, drewniana cerkiew i historia, której nie spodziewalibyśmy się po tak niewielkiej miejscowości. To kolejny dowód na to, że Podlasie trzeba odkrywać powoli. ❤️
🏘️ Orla – dawne żydowskie miasteczko. Kulturowy tygiel Podlasia
Orla pokazuje inne oblicze podlaskiej historii – spotkanie różnych religii, kultur i tradycji. To świetne uzupełnienie opowieści o dawnym Podlasiu.
🌊 W krainie Bugu – Mielnik. Ciekawe miejsca i atrakcje
Mielnik to kolejne miejsce, w którym historia, religia, legendy i niezwykły krajobraz spotykają się ze sobą. Góra Zamkowa aż prosi się o własną opowieść. 🌿
💚 Podlasie – atrakcje, ciekawe miejsca, czyli co warto zobaczyć
Jeżeli po tej historii masz ochotę ruszyć w drogę, zajrzyj do mojego przewodnika po Podlasiu. Zebrałam tam miejsca, które warto zobaczyć podczas odkrywania regionu.
✨ Podlasie, które ma swoje tajemnice
Są takie miejsca, obok których można przejechać i nawet nie wiedzieć, że właśnie minęło się kawał niezwykłej historii.
Stare wzgórze.
Samotny kamień.
Dąb pamiętający więcej niż niejeden człowiek.
Krzyż stojący na rozstaju dróg.
Albo miejsce, o którym starsi mieszkańcy mówią ściszonym głosem.
Bo dawne Podlasie nie skończyło się wraz z nadejściem chrześcijaństwa.
Stare wierzenia, obrzędy i podania przez wieki mieszały się tutaj z nową religią, tworząc niezwykłą mozaikę. I właśnie dlatego tak fascynują mnie te miejsca. ❤️
Nie wszystko można znaleźć w przewodniku.
Nie wszystko ma tablicę informacyjną.
Czasami trzeba po prostu zatrzymać się, posłuchać i pozwolić, żeby miejsce samo opowiedziało swoją historię.
Chodź ze mną odkrywać takie Podlasie – tajemnicze, trochę magiczne i pełne historii ukrytych między drzewami. 🌿✨
Podoba Ci się ten wpis i wspólne odkrywanie Podlasia?
Jeśli moje podróże, historie niezwykłych miejsc i opowieści ludzi, których spotykam po drodze, sprawiają Ci przyjemność, możesz postawić mi wirtualną kawę i wesprzeć moją twórczość. ☕❤️
Dzięki temu mogę dalej ruszać w drogę, odkrywać kolejne zakątki Polski, szukać zapomnianych historii, zaglądać do małych wsi i dzielić się z Wami miejscami, które często znajdują się gdzieś na uboczu głównych turystycznych tras.
Bo właśnie takie miejsca lubię najbardziej.
Ciche.
Trochę zapomniane.
Pełne historii.
I często zaskakujące.
Dziękuję, że jesteście ze mną.
Do zobaczenia na kolejnej podlaskiej ścieżce. ❤️
*Artykuł został zaktualizowany 15 sierpnia 2026 r. i uzupełniony o dodatkowe informacje.




4 komentarze
Andrzej
Widzę Aniu, że Podlasie Cię wchłania niczym narwiańskie bagna 🙂
Anna
To prawda. Zakochałam się po uszy w Podlasiu.
Pozdrawiam ciepło !!!
Anka
Hubert
Bardzo cieszę się, że trafiła Pani do Knyszewicz. Tych cmentarzysk jest więcej i informacje o nich zamieszczamy na naszym facebooku https://www.facebook.com/Dzia%C5%82-Archeologii-Muzeum-Podlaskiego-100160014964555
A na temat cmentarzyska w Knyszewiczach, pobliskich Harkawiczach i bardziej odległych Pieńkach wygłosiliśmy ostatnio ponad godzinny wykład https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=437045561275997&id=100160014964555
Zapraszam do obejrzenia 🙂
Anna
Panie Hubercie,
miałam przyjemność uczestniczyć we wspomnianym przez Pana wykładzie. Czytałam wcześniej Pana prace.
Pozdrawiam ciepło !!!