Granica w Puszczy Kampinoskiej – poranne ptakoliczenie i spacer Skrajem Puszczy.
Rannym ptaszkiem to ja zdecydowanie nie jestem. Tym razem jednak udało mi się jakoś dotrzeć do Granicy na poranne ptakoliczenie.
Ptakoliczenie miało rozpocząć się o siódmej rano. Ja pojawiłam się dopiero około dziesiątej. No cóż… nie wszystko w życiu musi zaczynać się o świcie. 😉
A ptaki naprawdę bardzo lubię.
Mam w ogrodzie budki lęgowe i karmniki. Zimą regularnie wieszam kulki z jedzeniem, a rano piję kawę, odsłaniam drzwi balkonowe i obserwuję, kto tym razem przyleciał na śniadanie.
Mam chyba cztery książki o ptakach i wciąż mam problem z ich odróżnianiem. Czasami patrzę na ptaka, zaglądam do książki, porównuję zdjęcia i nadal nie jestem pewna, czy to na pewno ten gatunek.
Od wielu lat mieszkają u nas kosy. Dobrze czują się także sójki. Rano najczęściej zaglądają sikorki. Za to z wróblami mamy problem – zwyczajnie ich u nas nie ma.
Raz udało mi się nawet spotkać dudka. Przeleciał tuż przed moim samochodem i oczywiście zdążył zniknąć, zanim na dobre się mu przyjrzałam.
Dlatego każde spotkanie z ptakiem traktuję trochę jak małe wydarzenie.
Tego dnia pojechałam więc do Granicy.
Granica – jedno z moich ulubionych miejsc w Puszczy Kampinoskiej
Do Granicy jeżdżę dość często. Bardzo podobają mi się te okolice – jest tu spokojnie, zielono i zawsze mam wrażenie, że można znaleźć coś nowego, nawet jeśli odwiedza się to miejsce kolejny raz.
Tym razem wybrałam się na spacer ścieżką dydaktyczną „Skrajem Puszczy”.
Ścieżka rozpoczyna się przy parkingu w Granicy i prowadzi aleją dębów. Już na początku spaceru można poczuć, że Granica ma swój własny rytm. Nie trzeba się spieszyć. Wystarczy iść przed siebie i patrzeć.
Jednym z pierwszych ciekawszych miejsc jest kładka prowadząca do wieży widokowej, z której można obserwować Olszowieckie Błoto.
Olszowieckie Błoto
To jedno z tych miejsc, które szczególnie zainteresowało mnie podczas ptakoliczenia.
Olszowieckie Błoto jest ostoją wielu gatunków ptaków. Wiosną można tutaj obserwować między innymi żurawie. Mnie tym razem udało się zobaczyć lecące stadko żurawi. Część z nich, zamiast odlecieć na zimę, pozostała w okolicy.
To był dla mnie jeden z przyjemniejszych momentów tego poranka.
Ale nie tylko ptaki przyciągają tutaj uwagę. W okolicy rosną ciekawe gatunki roślin, można spotkać między innymi storczyki.
Pomyślałam sobie, że koniecznie muszę wrócić tutaj wiosną. Wtedy można zobaczyć również knieć błotną, czyli popularne kaczeńce.
Już wiem, że będzie to dobry powód do kolejnej wycieczki.
Aleja Trzeciego Tysiąclecia
Od Olszowieckiego Błota ścieżka prowadzi dalej Aleją Trzeciego Tysiąclecia.
Aleja Trzeciego Tysiąclecia.
To jeden z tych fragmentów Granicy, który bardzo lubię. Po drodze można zobaczyć skansen budownictwa puszczańskiego.
Skansen budownictwa puszczańskiego
Skansen budownictwa puszczańskiego
Obecnie skansen tworzą trzy zagrody: Widymajera, Wiejckiej i Połcia – nazwane od ostatnich właścicieli znajdujących się tutaj budynków mieszkalnych.
Dwie pierwsze zagrody znajdują się niedaleko siebie i tworzą część pierwotnej ekspozycji skansenu. Zostały ustawione wzdłuż drogi, która po rozpoczętej w 1999 roku akcji sadzenia dębów przez znane osobistości życia publicznego otrzymała nazwę Alei Trzeciego Tysiąclecia.
Lubię takie miejsca, bo pozwalają sobie wyobrazić, jak wyglądało życie mieszkańców Puszczy Kampinoskiej przed laty.
Dzisiaj drewniane zabudowania są przede wszystkim częścią ekspozycji, ale łatwo wyobrazić sobie codzienność dawnych gospodarstw – dom, stodołę, zwierzęta, pracę przy gospodarstwie i życie podporządkowane rytmowi przyrody.
Kapliczka Leśników
Nieopodal skansenu znajduje się Kapliczka Leśników.
Kapliczka została wybudowana przez kampinoskich leśników jako wotum wdzięczności Matce Bożej za odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 roku.
Według ustnych przekazów najstarszych mieszkańców okolicy powstała w latach 20. XX wieku, mniej więcej w tym samym czasie, kiedy budowano osadę Nadleśnictwa.
Do jej budowy wykorzystano cegłę wyrabianą gospodarskim sposobem z gliny pochodzącej z Góry Kampinoskiej, z posiadłości Kaźmierskich.
Z kapliczką związana jest również piękna lokalna tradycja.
Od momentu jej powstania, co roku w maju, przed zachodem słońca mieszkańcy Granicy i okolicznych wsi zbierali się tutaj na nabożeństwach majowych. Zwoływał ich dzwonek znajdujący się w kapliczce.
Nabożeństwa odbywały się również podczas okupacji niemieckiej i po wojnie. Tradycja przetrwała aż do lat 80., kiedy wielu mieszkańców okolicznych wsi opuściło swoje gospodarstwa w związku z wykupem ziemi i przeprowadziło się do innych miejscowości i miast.
Dzisiaj jest tu spokojnie i cicho. Trudno sobie wyobrazić, że kiedyś w maju miejsce to wypełniało się ludźmi.
Chata Kampinoska
Kolejnym punktem spaceru jest Chata Kampinoska.
W czasie mojej wizyty była nieczynna dla zwiedzających, ale nawet oglądana tylko z zewnątrz prezentuje się bardzo ciekawie.
Drewniana chata dobrze wpisuje się w charakter Granicy i przypomina o dawnym budownictwie tego regionu.
To jeden z tych obiektów, przy których warto zatrzymać się choć na chwilę, nawet jeśli nie można wejść do środka.
Cmentarz wojenny w Granicy
Cmentarz wojenny w Granicy
Dalej ścieżka prowadzi do cmentarza wojennego z 1939 roku.
To miejsce, do którego zaglądam właściwie za każdym razem, kiedy jestem w Granicy.
Zatrzymuję się na chwilę i zapalam znicz.
Nie potrzebuję tutaj wielu słów. Cmentarz, las i cisza mówią wystarczająco dużo.
Lubię takie miejsca pamięci właśnie dlatego, że nie są oderwane od krajobrazu. Stoją wśród drzew, przy ścieżkach, którymi dzisiaj spacerujemy. Przypominają, że ten sam las, który dla nas jest miejscem odpoczynku, był kiedyś świadkiem zupełnie innych wydarzeń.
„Skrajem Puszczy” – ile kilometrów ma trasa?
Cała ścieżka dydaktyczna „Skrajem Puszczy” ma około 4 km.
Ja tym razem przeszłam tylko jej część, więc mój spacer był nieco krótszy.
I bardzo dobrze.
Nie zawsze trzeba przejść całą trasę, żeby poczuć klimat miejsca. Czasami wolę iść wolniej, zatrzymać się przy ciekawym drzewie, popatrzeć na ptaki albo zrobić zdjęcie.
A przecież właśnie o to chodziło tego dnia.
Miałam obserwować ptaki.

Granica zimą – warto przyjechać?
Zdecydowanie tak.
Choć ptakoliczenie zaczynało się o siódmej rano, ja dotarłam dopiero około dziesiątej, więc prawdopodobnie ominęło mnie sporo porannego ptasiego życia.
Mimo wszystko udało mi się zobaczyć żurawie i pospacerować po Granicy w spokojnym, zimowym klimacie.
Mam więc kolejny powód, żeby tutaj wrócić.
Następnym razem postaram się przyjechać wcześniej.
Może nawet o siódmej.
Chociaż niczego nie obiecuję. 😉
Stogi siana – mój obowiązkowy przystanek
W drodze powrotnej mam jeszcze jeden obowiązkowy punkt programu.
Stogi siana.
Nie jest to żadna wielka atrakcja turystyczna, nie ma tablicy informacyjnej ani specjalnego punktu widokowego.
Ale właśnie takie miejsca najbardziej lubię.
Stogi, pola, drzewa, kawałek puszczańskiego krajobrazu i ta cisza, którą trudno znaleźć gdzie indziej.
Zatrzymuję się więc na chwilę, robię zdjęcie i wracam do domu.
A z ptakami?
Nadal mam problem z ich rozpoznawaniem.
Ale chyba nie o to w tym wszystkim chodzi.
Czasami wystarczy po prostu patrzeć i słuchać.
A do Granicy na pewno jeszcze wrócę.
Może następnym razem uda mi się przyjechać na ptakoliczenie o siódmej rano.
Chociaż nie obiecuję. 😉



