Podlasie – atrakcje, ciekawe miejsca i moje ulubione zakątki
Nie potrafię powiedzieć, ile razy wracałam na Podlasie.
Czasami jadę tutaj z konkretnym planem. Mam zapisane kilka miejsc, wiem, gdzie chcę się zatrzymać i mniej więcej wiem, jak będzie wyglądał dzień.
A czasami jest zupełnie inaczej.
Wsiadam do samochodu i po prostu jadę.
Skręcam w boczną drogę.
Zatrzymuję się przy drewnianym domu.
Widzę cerkiew, której wcześniej nie zauważyłam.
Albo stary krzyż stojący samotnie przy drodze.
I nagle okazuje się, że miejsce, które miało być tylko krótkim przystankiem, zajmuje mi pół dnia.
Chyba właśnie za to najbardziej kocham Podlasie.
Nie za jedną konkretną atrakcję.
Nie za jeden zabytek.
Nawet nie za żubry, cerkwie czy drewniane domy.
Kocham je za to, że tutaj ciągle mam wrażenie, że coś jeszcze przede mną ukryto.
Że za kolejnym zakrętem może czekać historia, której wcześniej nie znałam.
Że niewielka wieś może mieć niezwykłą przeszłość.
Że stary cmentarz może opowiedzieć więcej niż niejeden przewodnik.
I że czasami wystarczy zatrzymać samochód przy drodze, żeby zobaczyć Podlasie, którego nie znajdziemy na typowej liście atrakcji.
Dlatego nie chcę robić tutaj zwykłego zestawienia miejsc.
Chcę pokazać Wam moje Podlasie.
To, do którego wracam.
To, które fotografuję.
To, o którym czytam długo po powrocie.
I to, które ciągle potrafi mnie czymś zaskoczyć.
Podlasie – od czego zacząć?

Jeżeli jedziecie tutaj pierwszy raz, możecie poczuć się trochę zagubieni.
Bo co właściwie wybrać?
Krainę Otwartych Okiennic?
Puszczę Białowieską?
Biebrzę?
Tykocin?
Grabarkę?
Kruszyniany?
Sokólszczyznę?
A może małe wsie, o których większość turystów nigdy nie słyszała?
Moja rada jest prosta.
Nie próbujcie zobaczyć wszystkiego.
Podlasia nie da się zwiedzić w jeden weekend.
Ba, nie da się go chyba poznać nawet podczas kilku podróży.
Im dłużej tutaj jeżdżę, tym więcej miejsc zapisuję na swojej mapie.
I właśnie dlatego stworzyłam ten przewodnik.
Jeżeli chcecie zacząć od mojego wcześniejszego zestawienia, możecie również zajrzeć do tekstu Podlasie – atrakcje, ciekawe miejsca i moje ulubione zakątki. Co warto zobaczyć na Podlasiu?.
To właśnie tam po raz pierwszy zebrałam większą część moich podlaskich zachwytów.
Kraina Otwartych Okiennic – tutaj zaczęła się moja miłość do Podlasia

Jeżeli ktoś pyta mnie, gdzie pojechać na Podlasie pierwszy raz, bardzo często odpowiadam:Kraina Otwartych Okiennic.
Trześcianka, Puchły i Soce.
Trzy niewielkie wsie, które stały się symbolem drewnianego Podlasia.
Kolorowe okiennice.
Bogato zdobione szczyty domów.
Drewniane krzyże.
Cerkiewne kopuły.
Ogromne stare drzewa.
I kwiaty, które latem potrafią niemal całkowicie zasłonić płoty.
Ale najbardziej lubię tutaj coś innego.
Spokój.
Nie trzeba biegać od jednego zabytku do drugiego.
Można po prostu chodzić.
Patrzeć.
Fotografować.
Rozmawiać z mieszkańcami.
A przede wszystkim zwolnić.
Niedawno wróciłam tutaj na rowerowy weekend i po raz kolejny przekonałam się, że nawet miejsca, które wydawało mi się, że znam, potrafią mnie zaskoczyć.
Całą wyprawę opisałam tutaj: Kraina Otwartych Okiennic – rowerowy weekend na Podlasiu
Soce – wieś, do której chce się wracać

Soce są dla mnie jednym z najpiękniejszych miejsc w tej części Podlasia.
To niewielka wieś położona nad rzeczką Rudnia.
Domy stoją blisko drogi, a wiele z nich zachowało charakterystyczną drewnianą architekturę.
Są tutaj również kamienne krzyże, które mają swoją niezwykłą historię.
Właśnie takie miejsca lubię najbardziej.
Niepozorne.
Spokojne.
Bez wielkich parkingów i tłumów.
A jednak każde z nich ma coś do powiedzenia.
W moim tekście o Krainie Otwartych Okiennic znajdziecie również więcej informacji o Socach, Trześciance, Ancutach, Narwi i Odrynkach.
To dobra propozycja, jeżeli chcecie połączyć zwiedzanie z rowerową wycieczką.
Nieznane Podlasie – to tutaj zaczynam szukać

Im dłużej poznaję Podlasie, tym mniej interesują mnie miejsca oczywiste.
Oczywiście lubię te najbardziej znane.
Ale znacznie bardziej ciekawi mnie to, co znajduje się kilka kilometrów dalej.
Kamienne baby.
Stare zegary słoneczne.
Zapomniane cerkwiska.
Tatarskie ślady.
Samotne krzyże.
Niewielkie cmentarze.
Miejsca, o których czasami trudno znaleźć jakiekolwiek informacje.
Właśnie dlatego bardzo lubię wracać do mojego tekstu: Nieznane Podlasie: kamienne baby, tatarskie ślady i zegary słoneczne
To właściwie mapa miejsc, które sprawiają, że zaczynam patrzeć na Podlasie trochę inaczej.
Bo nagle okazuje się, że największą atrakcją może być coś, czego wcześniej nawet nie zauważyliśmy.
Podlasie poza utartym szlakiem

Mam chyba słabość do miejsc, których nie ma na pierwszej stronie przewodnika.
Lubię stare drogi.
Małe wsie.
Drewniane domy.
Zapomniane cmentarze.
Stare młyny.
Krzyże stojące na rozstajach.
I miejsca, w których właściwie nic spektakularnego się nie dzieje.
Bo właśnie wtedy trzeba zacząć patrzeć.
W moim tekście Podlasie poza utartym szlakiem. 20 nieoczywistych miejsc, które skradły moje serce zebrałam miejsca, które szczególnie zapadły mi w pamięć.
To nie jest lista „must see”.
Raczej lista moich małych zachwytów.
I właśnie dlatego polecam ją osobom, które były już na Podlasiu i szukają czegoś mniej oczywistego.
Sokólszczyzna – Podlasie, które trzeba odkrywać powoli

Sokólszczyzna długo była dla mnie miejscem, przez które po prostu przejeżdżałam.
Jechałam gdzieś dalej.
Do Białegostoku.
Do Krynek.
W stronę granicy.
Aż któregoś dnia zaczęłam się zatrzymywać.
Najpierw przy starym wiatraku.
Potem przy drewnianej cerkwi.
Później przy kamiennym krzyżu.
I nagle zobaczyłam, że ten region ma swoją własną opowieść.
Nie jest to Podlasie z pocztówki.
Jest bardziej surowe.
Czasami trochę melancholijne.
Pełne starych historii.
I właśnie przez to bardzo mi bliskie.
Więcej o tym regionie przeczytacie tutaj: Sokólszczyzna – najmniej doceniany region Podlasia
Wzgórza, legendy i dawne wierzenia

Sokólszczyzna ma również swoją bardziej tajemniczą stronę.
Kamienne stele.
Dawne cmentarzyska.
Opowieści o demonach.
Historie przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Nie wszystko można dzisiaj potwierdzić.
I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najciekawsze.
Gdzie kończy się historia, a zaczyna legenda?
Jeżeli lubicie takie opowieści, koniecznie zajrzyjcie do mojego tekstu: Wzgórza mają oczy, czyli opowieść o pogańskim Podlasiu
Rogacze – kiedy cerkiew ma kolor nieba

Są miejsca, które zapamiętuje się jednym kolorem.
Rogacze zapamiętałam jako niebieskie.
A właściwie błękitne.
Drewniana cerkiew Narodzenia Najświętszej Maryi Panny stoi tutaj wśród zieleni i wygląda tak, jakby ktoś postawił ją w tym miejscu specjalnie po to, żeby zrobić zdjęcie.
Ale oczywiście zdjęcie nie opowiada całej historii.
Bo Rogacze to również niewielka podlaska wieś, prawosławna tradycja i atmosfera, której nie da się uchwycić aparatem.
O mojej wizycie przeczytacie tutaj: Rogacze – niebieska cerkiew Narodzenia Najświętszej Maryi Panny
To jeden z tych artykułów, do których sama wracam, kiedy mam ochotę pojechać gdzieś tylko po to, żeby popatrzeć.
Orla – miasteczko, którego historia jest większa niż ono samo

Orla była dla mnie niespodzianką.
Przyjechałam tutaj przede wszystkim zobaczyć synagogę.
Mój telefon, jak to zwykle bywa wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebny, zaczął się zawieszać.
I właśnie dlatego weszłam do miejscowej cerkwi.
A później zaczęła się rozmowa.
O cerkwi.
O parafii.
O mieszkańcach.
O historii.
I o tym, jak bardzo zmieniła się Orla.
Dopiero wtedy zaczęłam naprawdę poznawać to miejsce.
Przed wojną spotykały się tutaj różne społeczności.
Prawosławni, katolicy i Żydzi.
Polacy i Białorusini.
Każda z tych grup pozostawiła po sobie ślady.
Dzisiaj niektóre z nich są bardzo wyraźne.
Inne trzeba dopiero odnaleźć.
O tej niezwykłej miejscowości pisałam tutaj: Orla – dawne żydowskie miasteczko. Kulturowy tygiel Podlasia
To jeden z tych wpisów, które dobrze pokazują, dlaczego tak bardzo interesują mnie historie miejsc.
Samogród – kiedy jeden nagrobek rodzi dziesiątki pytań

Czasami jadę gdzieś tylko dlatego, że przeczytałam o jednym szczególe.
Tak było w Samogrodzie.
Przy drewnianej cerkwi znajduje się niezwykły nagrobek Kazimierza i Zuzanny Wiszczyńskich.
Na płycie widnieją słowa, które od razu przyciągają uwagę:
„Tu leżą grzesznicy”.
I oczywiście natychmiast pojawiają się pytania.
Kim byli?
Dlaczego właśnie taki napis znalazł się na ich grobie?
Co wydarzyło się w XVIII wieku?
Takie historie uwielbiam najbardziej.
Bo jedna rzecz prowadzi do kolejnej.
A później zaczynam czytać coraz więcej.
Historię Samogrodu opisałam tutaj: Samogród – tajemniczy nagrobek „grzeszników” Kazimierza i Zuzanny Wiszczyńskich
Milejczyce – Podlasie wielu kultur

Milejczyce również długo wydawały mi się miejscem, przez które można przejechać bez zatrzymywania.
Dzisiaj już tak nie myślę.
Im dłużej poznaję tę miejscowość, tym bardziej widzę jej wielokulturową przeszłość.
Przed wojną żyli tutaj obok siebie prawosławni, katolicy i Żydzi.
Były świątynie.
Były sklepy.
Były domy.
Były cmentarze.
Było zwyczajne życie.
A potem przyszła wojna i świat ten zaczął znikać.
Takich historii na Podlasiu jest bardzo dużo.
Czasami trzeba tylko wiedzieć, gdzie ich szukać.
Tykocin – tutaj historia wychodzi na ulicę

Tykocin jest zupełnie inny.
To miejsce bardziej znane, bardziej turystyczne, ale mimo wszystko bardzo je lubię.
Może dlatego, że wystarczy odejść kawałek od głównego rynku, żeby zobaczyć zupełnie inne oblicze miasteczka.
Drewniane domy.
Stare uliczki.
Synagogę.
Kościół.
Zamek.
Ślady dawnej społeczności żydowskiej.
Tykocin jest miejscem, w którym historię można niemal dotknąć.
I dlatego uważam, że warto poświęcić mu przynajmniej kilka godzin.
O tym, co zobaczyć i jak zaplanować spacer, przeczytacie w moim przewodniku: Tykocin – atrakcje, zabytki i historia. Żydowskie dziedzictwo i perła baroku Podlasia
Święta Góra Grabarka – miejsce, które trudno zapomnieć

Grabarka jest jednym z tych miejsc, których nie da się pomylić z żadnym innym.
Tysiące krzyży.
Małych.
Dużych.
Prostych.
Bogato zdobionych.
Każdy przyniesiony tutaj przez kogoś.
Każdy ma swoją historię.
I chyba właśnie to robi na mnie największe wrażenie.
Nie sama liczba krzyży.
Ale świadomość, że za każdym z nich stoi człowiek.
Jego modlitwa.
Nadzieja.
Strach.
Wdzięczność.
Czasami choroba.
Czasami prośba o zdrowie dla kogoś bliskiego.
O Grabarce pisałam szerzej tutaj: Święta Góra Grabarka – miejsce, gdzie każdy krzyż ma swoją historię
Bohoniki i Kruszyniany – kiedy Podlasie pokazuje swoją inną twarz

Podlasie potrafi zaskakiwać.
Jedziemy przez zwyczajną wieś i nagle widzimy drewniany meczet z półksiężycem.
Kilka kilometrów dalej trafiamy na mizar.
I zaczynamy rozumieć, że ten region od zawsze był miejscem spotkania różnych kultur i religii.
Bohoniki i Kruszyniany są związane z historią polskich Tatarów.
To właśnie tutaj można zobaczyć meczety i muzułmańskie cmentarze, ale przede wszystkim poznać fragment historii, o którym nie zawsze pamiętamy, kiedy myślimy o Podlasiu.
Więcej o tej części regionu znajdziecie w moim tekście: Polski Orient na Podlasiu – Bohoniki i Kruszyniany. Śladami polskich Tatarów
Biebrza – tutaj trzeba zwolnić

Biebrza jest zupełnie inna niż Podlasie drewnianych wsi.
Tutaj pierwsze skrzypce gra przyroda.
Bagna.
Rzeka.
Łąki.
Ptaki.
Mgły.
Ogromna przestrzeń.
I cisza.
Jeżeli lubicie fotografię przyrodniczą, jest to miejsce, w którym można spędzić wiele godzin.
Ale nawet jeśli nie jesteście fotografami ani miłośnikami ptaków, warto tutaj przyjechać.
Tylko nie próbujcie zwiedzać Biebrzy w pośpiechu.
To nie jest miejsce na szybkie „zaliczenie” atrakcji.
Trzeba dać sobie czas.
Przejechać spokojnie drogą.
Zatrzymać się.
Posłuchać.
Popatrzeć.
Moja propozycja na weekend nad Biebrzą znajduje się tutaj: Biebrza – bagna wciągają po uszy. Co zobaczyć podczas weekendu nad Biebrzą?

Wierszalin – miejsce, w którym historia miesza się z legendą

Są takie miejsca, które trudno opisać jednym zdaniem.Wierszalin jest jednym z nich.
To historia Eliasza Klimowicza, zwanego Ilją, i niezwykłej społeczności, która powstała wokół jego postaci.
Im więcej czytam o Wierszalinie, tym bardziej mam wrażenie, że trudno oddzielić fakty od legendy.
I chyba właśnie dlatego tak bardzo chciałam zobaczyć to miejsce.
Bo Podlasie nie jest tylko historią zapisaną w książkach.
Czasami jest także historią, która przez lata żyła w opowieściach mieszkańców.
O Wierszalinie przeczytacie tutaj: Wierszalin — niedoszła stolica świata. Czy Eliasz Klimowicz naprawdę był prorokiem?
Mielnik – nad Bugiem

Mielnik długo nie był wysoko na mojej liście.
I chyba właśnie dlatego tak bardzo mnie zaskoczył.
Czasami dobrze jest pojechać gdzieś bez wielkich oczekiwań.
Wtedy każde odkrycie cieszy bardziej.
Mielnik ma historię znacznie większą, niż można przypuszczać, patrząc na jego dzisiejszą wielkość.
Jest Bug.
Są wzgórza.
Są pozostałości dawnych dziejów.
Jest cisza.
I jest ten charakterystyczny nadbużański klimat.
O mojej wyprawie przeczytacie tutaj: W krainie Bugu – Mielnik. Ciekawe miejsca, atrakcje
Różanystok – miejsce pachnące różami

Różanystok zapamiętałam trochę inaczej niż większość odwiedzanych miejsc.
Nie tylko obrazem.
Także zapachem.
Wiosną jest tutaj jaśmin.
Później kwitnąca lipa.
A pod koniec lata pojawiają się róże.
Jest oczywiście bazylika i historia tego miejsca, ale mnie szczególnie urzekła właśnie atmosfera.
Lubię wracać w miejsca o różnych porach roku.
Ten sam ogród może wyglądać zupełnie inaczej w maju, sierpniu i październiku: Różanystok – „Zielona Willa” i Matka Boska różami pachnąca
Drewniane Podlasie – moje ulubione

Gdybym miała wskazać jedną rzecz, która najbardziej kojarzy mi się z Podlasiem, byłyby to chyba drewniane domy.
Niektóre są kolorowe.
Inne szare i trochę pochylone.
Są domy z pięknymi okiennicami.
Są takie, które potrzebują remontu.
I właśnie te ostatnie często fotografuję najchętniej.
Bo mają ślady życia.
Stare płoty.
Ławki przed domem.
Drzewa owocowe.
Studnie.
Kwiaty.
Czasami coś, co wygląda jak zwyczajny przedmiot pozostawiony na podwórku.
Wszystko to tworzy krajobraz, który powoli znika.
Dlatego tak bardzo lubię dokumentować drewniane Podlasie.
Więcej o drewnianej architekturze i cerkwiach znajdziecie również w tekście: Kolorowe Podlasie – drewniane cerkwie i historie zapisane w drewnie
A jeżeli mam tylko jeden weekend?

Jeżeli miałabym zaplanować komuś pierwszy weekend na Podlasiu, nie próbowałabym zobaczyć wszystkiego.
Wybrałabym jeden fragment regionu.
Weekend pierwszy – drewniane Podlasie
Soce → Puchły → Trześcianka → okolice Narwi → Odrynki.
To propozycja dla osób, które chcą zobaczyć drewniane domy, cerkwie, małe wsie i spokojne drogi.
Najlepiej poruszać się samochodem albo rowerem.
Jeżeli macie ochotę na rower, szczegółową trasę znajdziecie w moim wpisie o Krainie Otwartych Okiennic.
Weekend drugi – Podlasie wielu kultur
Orla → Szczyty-Dzięciołowo → Dubicze Cerkiewne → Saki → Milejczyce → Rogacze.
To moja propozycja dla osób, które chcą przede wszystkim poznawać historię, religię i architekturę regionu.
Tutaj szczególnie warto zwolnić.
Nie traktować kolejnych miejsc jak punktów do odhaczenia.
Zatrzymywać się.
Czytać.
Rozmawiać.
Weekend trzeci – historia i legendy
Sokólszczyzna → Krynki → Wierszalin → Supraśl.
To trasa dla tych, którzy lubią historie trochę bardziej tajemnicze.
Dawne wierzenia.
Miejsca związane z lokalnymi opowieściami.
Stare wsie.
Cmentarze.
I historie ludzi, których życie było zupełnie inne od naszego.
Weekend czwarty – Biebrza
Goniądz → Bagno Ławki → Dolistowo Stare → Dębowo → Jagłowo.
Tutaj nie planowałabym zbyt wielu punktów.
Biebrza potrzebuje czasu.
Podlasie o każdej porze roku

Nie mam jednej ulubionej pory roku na Podlasiu.
Wiosną najbardziej lubię pierwszą zieleń i kwitnące drzewa.
Lato daje najwięcej kolorów.
Drewniane domy toną wtedy w kwiatach.
Jesienią pojawia się zupełnie inny klimat.
Mgły.
Żółte liście.
Wilgotne drogi.
Czerwone i pomarańczowe kolory.
A zimą Podlasie potrafi być niemal zupełnie puste.
I właśnie wtedy można najlepiej poczuć jego ciszę.
Jeżeli więc byliście tutaj latem, nie zakładajcie, że zimowe Podlasie będzie wyglądało tak samo.
Nie będzie.
I to jest piękne.
Jak podróżować po Podlasiu?
Najbardziej lubię samochód.
Nie dlatego, że jest najszybszy.
Wręcz przeciwnie.
Dlatego, że pozwala mi zatrzymać się wtedy, kiedy coś zobaczę.
A na Podlasiu zatrzymuję się bardzo często.
Rower jest świetnym rozwiązaniem w przypadku Krainy Otwartych Okiennic i spokojniejszych tras.
Pozwala jechać wolniej i znacznie łatwiej zjechać z głównej drogi.
Na dłuższe wyprawy zawsze zabieram wodę, coś do jedzenia i mapę.
I nie zakładam, że wszystko uda mi się zobaczyć.
Bo prawdopodobnie i tak zatrzymam się gdzieś po drodze.
Kilka praktycznych rzeczy przed wyjazdem

Podlasie jest regionem, który najlepiej zwiedza się bez pośpiechu, ale warto pamiętać o kilku rzeczach.
Nie planujcie zbyt wiele
Jeżeli zapiszecie sobie na jeden dzień dziesięć miejsc, prawdopodobnie większość zobaczycie tylko z samochodu.
A szkoda.
Czasami jedna mała wieś potrafi zająć kilka godzin.
Sprawdzajcie godziny otwarcia
Dotyczy to przede wszystkim muzeów, skansenów, świątyń i obiektów udostępnianych turystom.
Nie wszystkie miejsca są dostępne przez cały dzień.
Szanujcie miejsca kultu
Podlasie jest regionem wielu religii i tradycji.
Jeżeli wchodzimy do cerkwi, kościoła, meczetu czy na cmentarz, pamiętajmy, że dla innych osób nie jest to atrakcja turystyczna, ale miejsce kultu albo miejsce pochówku bliskich.
Warto zachowywać się odpowiednio i zawsze respektować lokalne zasady.
Nie fotografujcie ludzi bez pytania
To szczególnie ważne w małych wsiach.
Jeżeli ktoś siedzi przed domem albo pracuje w ogrodzie, niekoniecznie chce zostać bohaterem naszego zdjęcia.
Czasami zwykłe „Dzień dobry, czy mogę zrobić zdjęcie?” potrafi rozpocząć najciekawszą rozmowę całego wyjazdu.
Zostawcie miejsce takim, jakie je zastaliście
Nie zabierajmy starych przedmiotów.
Nie przestawiajmy krzyży.
Nie wchodźmy na prywatne posesje.
Nie niszczmy starych budynków.
To, że coś wygląda na opuszczone, nie oznacza, że jest niczyje.
Czy Podlasie jest dobre na wyjazd z dziećmi?

Oczywiście.
Trzeba tylko odpowiednio wybrać trasę.
Dzieci nie muszą od razu oglądać dziesięciu cerkwi i czytać historii miejscowości z XVIII wieku.
Można zacząć od prostego spaceru.
Poszukać bocianów.
Zobaczyć drewniany dom.
Pojechać rowerem.
Odwiedzić skansen.
Posłuchać opowieści.
A później, kiedy pojawi się ciekawość, można zacząć dodawać historię.
Czy można zwiedzać Podlasie rowerem?
Tak.
I bardzo to polecam.
Zwłaszcza w okolicach Krainy Otwartych Okiennic.
Rower pozwala poczuć tempo tego regionu.
Samochodem czasami nawet nie zauważymy, że minęliśmy coś ciekawego.
Na rowerze łatwiej się zatrzymać.
Zawrócić.
Zrobić zdjęcie.
Porozmawiać z kimś przy drodze.
I po prostu pobyć w miejscu.
Co najbardziej kocham w Podlasiu?

Chyba to, że nie muszę się tutaj spieszyć.
Mogę mieć plan.
Ale mogę go również porzucić.
Mogę jechać do konkretnej miejscowości, a po drodze zatrzymać się pięć razy.
Mogę szukać starego cmentarza.
Mogę fotografować drewniane domy.
Mogę wejść do cerkwi i przez chwilę po prostu siedzieć.
Mogę rozmawiać z mieszkańcami.
A czasami mogę zrobić tylko jedno zdjęcie.
I wrócić.
Bo nie wszystko trzeba zobaczyć.
Nie wszystko trzeba sfotografować.
Nie wszystko trzeba opisać.
Niektóre miejsca wystarczy zapamiętać.
Podlasie, którego nie ma na mapie

Im dłużej poznaję ten region, tym bardziej jestem przekonana, że najciekawsze Podlasie nie zawsze znajduje się tam, gdzie prowadzi turystyczny szlak.
Czasami jest kilka kilometrów dalej.
W małej wsi.
Przy starej cerkwi.
Na zapomnianym cmentarzu.
Przy drewnianym domu, który za kilka lat może już nie istnieć.
W rozmowie z kimś, kto pamięta czasy, których my nie znamy.
I chyba właśnie dlatego ciągle tutaj wracam.
Bo mam świadomość, że część tego świata może zniknąć.
Drewniane domy niszczeją.
Stare krzyże się przewracają.
Cmentarze zarastają.
Historie odchodzą razem z ludźmi, którzy je pamiętają.
Dlatego fotografuję.
Czytam.
Pytam.
Zapisuję.
I wracam.
Moje Podlasie

Nie pokażę Wam tutaj całego Podlasia.
Nie da się.
Nie chcę też tworzyć kolejnej listy stu atrakcji, które trzeba koniecznie zobaczyć.
Chcę pokazać Wam miejsca, do których sama mam ochotę wracać.
Soce.
Puchły.
Trześciankę.
Rogacze.
Orlę.
Sokólszczyznę.
Mielnik.
Tykocin.
Grabarkę.
Bohoniki.
Kruszyniany.
Biebrzę.
Wierszalin.
I te wszystkie małe wsie pomiędzy nimi.
Bo właśnie pomiędzy nimi często znajduję to, czego szukam.
Nie wielką atrakcję.
Tylko historię.
Jeżeli chcecie poznać moje Podlasie

Nie zaczynajcie od dwudziestu punktów na mapie.
Zacznijcie od jednego.
Jeżeli interesują Was drewniane wsie, jedźcie do Krainy Otwartych Okiennic.
Jeżeli chcecie zobaczyć mniej znane miejsca, zajrzyjcie do mojego przewodnika po nieoczywistym Podlasiu.
Jeżeli interesuje Was historia i wielokulturowość, wybierzcie Orlę, Milejczyce albo Tykocin.
Jeżeli szukacie prawosławnych cerkwi i miejsc kultu, zacznijcie od Rogacz, Grabarki albo małych podlaskich wsi.
Jeżeli lubicie legendy i tajemnicze historie, pojedźcie na Sokólszczyznę i do Wierszalina.
Jeżeli chcecie przede wszystkim ciszy i przyrody, wybierzcie Biebrzę.
A jeżeli nie wiecie, dokąd jechać?
To też dobrze.
Wsiądźcie do samochodu.
Wybierzcie kierunek.
I zobaczcie, dokąd zaprowadzi Was droga.
Bo właśnie wtedy może się okazać, że znaleźliście swoje Podlasie.
Podlasie, które zabrałam ze sobą dalej

Podlasie jest ze mną już od wielu lat. Wracam tutaj nie tylko jako turystka, ale przede wszystkim jako ktoś, kto lubi zaglądać trochę głębiej. Za drewniane domy, kolorowe cerkwie, stare cmentarze, zapomniane historie i miejsca, które nie zawsze znajdziemy w pierwszej kolejności w popularnych przewodnikach.
Z czasem tych opowieści, zdjęć i tras nazbierało się tak dużo, że postanowiłam zebrać je również w książce.
Jestem autorką książki „Podlasie. Atlas Turystyczny” – publikacji, w której pokazuję ten region przez miejsca, które sama odwiedziłam, historie, które mnie zaciekawiły, i drogi, którymi warto po prostu ruszyć przed siebie.
To trochę inne spojrzenie na Podlasie – podobne do tego, które znajdziecie tutaj na blogu.
Bo nadal najbardziej lubię te miejsca, w których można się zatrzymać, rozejrzeć i pomyśleć: ciekawe, co wydarzyło się tutaj wcześniej?
Jeżeli więc po przeczytaniu tego przewodnika poczujecie, że chcecie poznać Podlasie trochę bliżej, moja książka może być dobrym początkiem kolejnej podróży.
I właśnie dlatego wracam

Do Soc.
Do Puchłów.
Do małych drewnianych cerkwi.
Do starych cmentarzy.
Do Sokólszczyzny.
Do Biebrzy.
Do Mielnika.
Do miejsc, które już znam.
I do tych, których jeszcze nie znam.
Bo Podlasie ciągle ma mi coś do opowiedzenia.
Czasami jest to historia człowieka.
Czasami historia domu.
Czasami starego cmentarza.
A czasami tylko kilka kamieni przy drodze.
Trzeba tylko zwolnić.
Popatrzeć.
I dać sobie czas.
Bo mam wrażenie, że właśnie wtedy Podlasie pokazuje swoją najpiękniejszą twarz.

Podoba Ci się ten wpis i wspólne odkrywanie Podlasia?
Jeśli moje podróże, historie niezwykłych miejsc i opowieści ludzi, których spotykam po drodze, sprawiają Ci przyjemność, możesz postawić mi wirtualną kawę i w ten sposób wesprzeć moją twórczość. ☕❤️
Dzięki temu mogę dalej ruszać w drogę – odwiedzać kolejne podlaskie wsie i miasteczka, zaglądać do starych cerkwi, szukać zapomnianych cmentarzy, rozmawiać z ludźmi i odkrywać historie, które często nie trafiają do popularnych przewodników.
Bo właśnie takie Podlasie lubię najbardziej.
Nieoczywiste.
Trochę tajemnicze.
Ciche i spokojne.
Pełne drewnianych domów, starych dróg, niezwykłych historii i śladów ludzi, którzy żyli tutaj przed nami.
Każda podróż, każde zdjęcie i każda opisana historia to godziny spędzone w drodze, podczas rozmów, poszukiwania informacji i późniejszego pisania. Wasze wsparcie pomaga mi robić to dalej i wracać w miejsca, które wciąż mają mi coś do opowiedzenia.
A jeśli dzięki temu przewodnikowi odkryjecie choć jedno miejsce, do którego sami będziecie chcieli pojechać, będzie to dla mnie największa nagroda.
Dziękuję, że jesteście tutaj, czytacie, zaglądacie na bloga i ruszacie ze mną w kolejne podróże. ❤️
Do zobaczenia na następnej podlaskiej drodze.
Może będzie to mała wieś, stara cerkiew, zapomniany cmentarz albo zwyczajna droga, za którą – jak to często na Podlasiu bywa – kryje się niezwykła historia.

O autorce
Jestem Anka i od lat podróżuję po Polsce, szukając miejsc z historią – tych znanych, ale przede wszystkim tych trochę zapomnianych i położonych z dala od głównych turystycznych tras.
Jeśli chcecie poznać mnie i moje podróże bliżej, zapraszam na stronę [O mnie]. ❤️



