-
Polany – Olchowiec. Szlak śladami Łemków w Beskidzie Niskim.
Są takie miejsca, do których chce się wracać nie dlatego, że zdobyło się kolejny szczyt albo zobaczyło kolejną atrakcję zaznaczoną w przewodniku. Wracam do nich dla niezwykłego spokoju, który zostaje we mnie jeszcze długo po zakończeniu wędrówki. Dla mnie takim miejscem od lat jest Beskid Niski – góry ciche, trochę zapomniane, ale pełne historii ukrytej w dolinach, lasach i starych łemkowskich wsiach. Tym razem wybrałam się na trasę z Polan do Olchowca. Nie szukałam trudnego szlaku ani spektakularnych widoków. Chciałam po prostu pobyć w tych górach, przejść spokojnie przed siebie, zatrzymać się przy starej cerkwi, spojrzeć na łagodne beskidzkie wzgórza i poczuć atmosferę miejsc, w których przeszłość wciąż jest obecna.…
-
Śladami nieistniejących łemkowskich wsi w Beskidzie Niskim – Czarne, Długie i Lipna.
Jak opisać świat, w którym nie ma już ludzi? Nie ma już nawet osieroconych po nich rzeczy. Kiedyś stały tu domy. Czuć było zapach nafty i drewna palonego w kominku. Na łąkach pasły się krowy, po drogach biegały dzieci, a z kuchni wydobywał się zapach pieczonych jabłek. Toczyło się zwyczajne życie – takie, które wtedy nikogo nie dziwiło. Co dziś zostało po ludziach, którzy tutaj żyli? Kilka starych drzew owocowych. Przydrożne krzyże. Kamienne fundamenty. Cmentarze ukryte wśród drzew. I cisza. Właśnie ta cisza najbardziej porusza mnie w Beskidzie Niskim. Kiedy wędruję przez dawne łemkowskie wsie, trudno mi uwierzyć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu były to miejsca pełne życia. Dziś zostały…
-
Toruń – spacer z głową w chmurach. Ciekawe miejsca, atrakcje.
Piernikami pachną święta. Piernikami i choinką. I dokładnie tak wyobrażałam sobie, że pachnie Toruń. Tymczasem w Toruniu wstał nieśmiało nowy dzień. Dworzec Toruń Miasto raczej odstraszał, niż zachęcał do poznawania miasta. Kiepski widok, zapach podkładów kolejowych i trochę przygnębiająca, opuszczona poczekalnia. Na szczęście piękne poranne promienie słońca robiły wszystko, żeby wynagrodzić mi pierwsze wrażenie. Pociąg Intercity z Nowego Dworu Mazowieckiego miał zaledwie piętnaście minut opóźnienia i jechał prawie trzy godziny. Ostatnio polubiłam podróże pociągiem. Mogę wtedy spokojnie poczytać, popatrzeć przez okno i nigdzie się nie spieszyć. Z dworca na Stare Miasto jest naprawdę blisko. Kilka minut spaceru i nagle zupełnie zmienia się sceneria. Toruń wydawał się jeszcze senny. Lodziarnia Lenkiewicz…
-
Kamienne krzyże bruśnieńskie – największy skarb Roztocza Wschodniego.
Kapliczki i krzyże przydrożne są dla mnie nieodłączną częścią polskiego krajobrazu. Spotykam je w polach, przy leśnych drogach, na rozstajach i przy dawnych traktach. Stoją trochę na uboczu, a jednak trudno przejść obok nich obojętnie. Są jak mali strażnicy ludzkich historii. Każdy przydrożny krzyż ma swoją opowieść i swojego fundatora. Stawiano je w dowód wdzięczności za otrzymane łaski, dla upamiętnienia ważnych wydarzeń albo w konkretnej intencji – z prośbą o zdrowie, ochronę i pomyślność. Miały chronić przed chorobami, pożarami czy powodziami. Często były również świadectwem wiary całych lokalnych społeczności. Najwięcej przydrożnych krzyży i kapliczek powstało w XIX wieku – w czasach, kiedy wojny, głód i epidemie regularnie doświadczały mieszkańców wsi.…
-
Cerkiew w Radrużu – tylko tu słychać anielski śpiew.
Radruż to mała wioska na końcu świata, gdzieś pomiędzy Roztoczem a Podkarpaciem, tuż przy granicy z Ukrainą. O takich miejscach zwykło się mówić, że są zapomniane przez Boga. Samotna cerkiew na wzgórzu, otoczona murem z białego kamienia i okryta cieniem drzew, wydaje się trochę tajemnicza. Zza muru widać jedynie dachy świątyni i dzwonnicę. Już po przekroczeniu bramy odczuwalna jest zmiana atmosfery. To miejsce ma swojego ducha opiekuńczego, wymusza na zwiedzających skupienie i zadumę. Milkną głosy, ogarnia nas dziwny spokój. Drewnianą konstrukcję podziwia się raczej w ciszy, rozmawia się szeptem. To dziwne, bo przecież świątynia od dawna nie jest już miejscem regularnego kultu. Uwagę przyciągają misternie połączone jodłowe bale i drewniane…
-
Stare Brusno – zapomniana wieś i greckokatolicki cmentarz na Roztoczu.
Wśród roztoczańskich lasów są miejsca, do których nie dociera gwar popularnych szlaków. Trzeba zejść z głównej drogi, wejść między drzewa i pozwolić, żeby las powoli prowadził nas dalej. Gdzieś tam, wśród zieleni, kryje się Stare Brusno – wieś, której już nie ma. Nie ma domów, nie ma cerkwi, nie ma ludzi, którzy przez pokolenia tworzyli tę niewielką społeczność. Zostały za to kamienne krzyże, omszałe nagrobki i fragmenty dawnego świata, który natura powoli odzyskuje. Im głębiej wchodzę w las, tym bardziej mam wrażenie, że zbliżam się do miejsca, w którym czas płynie inaczej. Pośród drzew pojawiają się pierwsze kamienne krzyże. Niektóre stoją prosto, inne przechyliły się pod ciężarem czasu. Są porośnięte…
-
Roztocze Wschodnie – miejsce zapomniane przez Boga. Opuszczone wsie, cerkwie i bruśnieńskie krzyże.
Jak patrzę na te wioski, których już nie ma, na bruśnieńskie krzyże, rozpadające się cerkwie, stare cmentarze i drzewa owocowe rosnące tam, gdzie kiedyś stały domy, to tak sobie myślę: gdzie wtedy był Bóg? Jak mógł tak łatwo zapomnieć o ludziach, którzy tutaj żyli? Jak mógł zapomnieć o tym pięknym świecie? Dlaczego tak bardzo doświadczył te tereny? Roztocze Wschodnie jest dla mnie jednym z tych miejsc, które trudno opisać jednym słowem. Jest piękne, ale jednocześnie smutne. Zachwyca krajobrazem, a chwilę później przypomina o historii, która bardzo krwawo obeszła się z jego mieszkańcami. Terror hitlerowski został zastąpiony kolejnym terrorem. Były mordy, grabieże, wysiedlenia, palone wsie. Była Ukraińska Powstańcza Armia i były ofiary…
-
Cerkiew św. Mikołaja w Hrebennem – miejsce, które tworzą ludzie.
Pochmurny poranek na Roztoczu nie musi oznaczać nic złego. Do Muzeum Skamieniałych Drzew w Siedliskach przyjechała telewizja, panuje ogólne poruszenie, a przewodnik wydaje mi się bardzo miłym człowiekiem. Tyle że zamiast oprowadzić mnie po muzeum, mówi: – Przyjedźcie jutro, to wam wszystko pokażę. A teraz jedźcie do Hrebennego zobaczyć cerkiew św. Mikołaja. Boguś wam wszystko pokaże. Myślę sobie: kto to jest Boguś? Kilka minut później jestem już w Hrebennem. Cerkiew na wzgórzu Hrebenne to niewielka, malownicza miejscowość położona tuż przy granicy polsko-ukraińskiej. Historia tej wsi sięga średniowiecza. Pierwsza wzmianka o Hrebennem jako własności Henryka Kamienieckiego pochodzi z 1486 roku. Przez kolejne stulecia wieś przechodziła w ręce kolejnych właścicieli, a jej mieszkańcami…
-
Ponidzie – polska Toskania, której jeszcze nie odkryli turyści.
Siedzę i zastanawiam się, jak opisać Ponidzie, i pierwsze słowa, które przychodzą mi do głowy, to: „Kraina spokoju”. Bo właśnie tym dla mnie jest to miejsce. Ciszą, spokojem i przestrzenią, w której można na chwilę zwolnić i zapomnieć o codziennym pośpiechu. Ci, którzy szukają prawdziwego świętego spokoju, poczują się tutaj jak w siódmym niebie. A ja? Ja jestem raczej niespokojną duszą. Lubię odkrywać nowe miejsca, chodzić własnymi ścieżkami i trudno mi długo usiedzieć w jednym miejscu. A jednak Ponidzie zrobiło coś wyjątkowego — pozwoliło mi odpocząć. Już po kilku chwilach poczułam, że ten spokojny rytm zaczyna mi odpowiadać. Spędziłam tutaj tylko dwa dni, ale wystarczyły, żeby zakochać się w tym…
-
Lublin miasto z klimatem – ciekawe miejsca, atrakcje.
Kozi Gród” – tak żartobliwie nazywa się Lublin. Herbem miasta jest kozioł skaczący na krzew winorośli. Przedstawienie to prawdopodobnie pojawiało się już na miejskich pieczęciach w 1401 roku. Kozioł i winorośl były atrybutami bogini Wenus, od której – według podań Wincentego Kadłubka – miała wywodzić się Julia z rodu juliańskiego, założycielka miasta. Dlaczego wybrałam Lublin? Już mówię. Zafascynowana twórczością noblisty Isaaca Bashevisa Singera, który urodził się w Leoncinie, bardzo blisko Leszna – tak, tego Leszna, w którym mieszkam – i jego książką „Sztukmistrz z Lublina”, postanowiłam przenieść się do miejsca, w którym Jasza Mazur, główny bohater powieści, szukał swojej tożsamości. „Sztukmistrz z Lublina” Jasza Mazur, choć tylko sztukmistrz, uchodził za majętnego…



























